Hej :)
To ja,Klaudia :) Postanowiłam zacząć od początku <3 Mam nadzieję,że na tym koncie znajdę więcej inspiracji i będzie wiele dobrych chwil :)
Dodałam rozdział :) Czekam na jakiś komentarz,albo dwa :D Wtedy się ruszę i zacznę pisać :3 No,piszcie jeśli czytacie! :D
Buziaki :*
Klaudia ;)
czwartek, 13 marca 2014
wtorek, 4 marca 2014
5." Jak to się stało ? " - czyli pierwsze podejrzenia
- Dobra,Ann dopisz do tej kartki - szatynka wyciągnęła w jej stronę papier. - ich dodatkowe,ostatnie spotkanie,czyli dzisiaj u McGonagall na lekcji - uśmiechnęła się wrednie. - kiedy się przesiadłyśmy.
- To jest nienormalne - westchnął Lunatyk,gubiąc się we własnym łóżku,na którym były parędziesiąt kartek. A wszystko dla Lily i Jamesa.
- Luniek? Znasz inny sposób? Oni są tak uparci,że bez nas nie dadzą sobie rady - Black też był zmęczony,ale miał motywację. W końcu James będzie szczęśliwy,a Ruda... ?
Ruda też się przekona,a jak nie,to on się tym zajmie,sam. Jak na Syriusza Blacka przystało.
- No niby nie,ale to nie jest w porządku. Zwłaszcza wobec Lily - odpowiedział. - Ale masz rację,to chyba jedyny sposób.
- Co robi James?
Syriusz podszedł do łóżka Rogacza i wyciągnął spod jego poduszki pergamin. Dziewczyny nie bardzo rozumiały,jak się dzieje,że ten pergamin staje się mapą,że widzi się na nim osoby,ale nie wnikały w to. W końcu nie taki był ich cel misji. Czuły,że kiedyś Huncwoci przyznają się,jak jest z mapą.
- Lata jeszcze. Jest przy stadionie Quidditcha.
- Mam dziwne przeczucie,że stanie się coś dziwnego,ale nie wiem co - powiedziała Ann.
- Ej,no ! Koniec leniuchowania,bierzcie się do roboty. Też się jakoś inaczej czuję. Pewno to przez adrenalinę - rzuciła Meadowes,kończąc tym ten temat.
* 15 minut później*
- Czas się zbierać. Jeszcze zaczną coś podejrzewać - Ann zawsze była punktualna. Pilnowała czasu i umiała nim dysponować.
- Kto zacznie coś podejrzewać ? - zapytał z huncwockim uśmiechem James,pojawiając się w pokoju. W dłoni trzymał miotłę,a jego włosy były poczochrane,bardziej niż zazwyczaj. Jego ubrania były lekko ubrudzone,najwyraźniej podczas schodzenia z miotły.
Pogoda robiła się coraz gorsza. Padał deszcz,powodując błoto. Uczniowie chodzili już w czapkach i szalikach,bo nikt nie chciał być chory.
Wszyscy poza Dorcas,wystraszyli się. Oznaczałoby to,że zostali zdemaskowani.
- Co? Chyba ci się pomyliło. Chodziło mi, że muszę popodlewać rośliny. Strasznie się u nas szybko suszą. A,no zapomniałabym,Remus to jak,masz tę książkę? - Szatynka była urodzoną aktorką. Umiała chować emocję,wkładać maskę obojętności. Podczas,gdy wszyscy odetchnęli z ulgą,puściła im oczko tak,żeby Potter nie zauważył.
- Tak. Poczekaj,chyba mam w kufrze - Lupin po chwili podał książkę.
- Dzięki.
- Wybaczcie,ja idę po prysznic - puścił im oczko i zniknął za drzwiami,razem z ubraniami.
Wszyscy westchnęli z ulgą.
- Na Merlina - wyszeptał Lunatyk. - Jak dobrze,że jesteś super aktorką.
- Dzięki - wyszeptała.
- Pa - Dziewczyny dały chłopakom po buziaku w policzek,a Dor potem głośno dodała:
- Okej,my lecimy. Dobranoc !
- Cześć.
***
- Ciszej,Dor,ciszej ! - wyszeptała Ann,wchodząc za Meadowes do dormitorium.
Było już późno. Cały zamek spał,no prawie. W Pokoju Wspólnym Gryfonów,świeciły tylko resztki przygasającego ognia,dając wrażenie lekkiej,czerwonej poświaty. Panował lekki półmrok.
- Próbuję,ale to nie jest łaaa... ! - Meadowes runęła przed siebie,potykając się o szpilki,które miała włożyć,na wizytę do Huncwotów. - Na Merlina ! Auu.... Ann,pomóż mi. Nie dojdę do łóżka,kostka za bardzo boli - szepnęła Dorcas.
- Wszystko dobrze? - zapytała,pomagając dziewczynie iść.
- Chyba ją skręciłam... Auu...
Dopiero teraz zauważyły karteczki od Lily. Pożegnały się,a Ann poszła do swojego łóżka,spać.
***
Obudziły ją promienie porannego słońca. Ah,te niedzielne poranki. Nie chciała wyjść z łóżka; było jej tak ciepło,wygodnie i miło. Poleżała jeszcze niecałe 10 minut i niechętnie wyszła do łazienki. Wzięła szybki prysznic,czując miłe kropelki na jej ciele. Szybko wysuszyła włosy,umyła twarz i zęby,a potem ubrała się w czarne rurki i czerwoną bluzkę. Spojrzała w lustro. Szepnęła " Wave",a wtedy jej włosy stały się lekko pofalowane. Stwierdziła,że nawet ładnie wygląda i wyszła łazienki.
Spojrzała na swój zegarek - czerwony pasek i biało czarna tarcza zegarka - który wskazywał
06 : 45. " Niech dziewczyny się wyśpią" pomyślała,siadając na łóżku z książką. Dostała ją na urodziny,ale była tak gruba,że nie miała czasu jej skończyć. W końcu w tamym roku zdawali SUM-y i nie mieli czasu na przyjemności. Otworzyła "Fashion and Beauty Witches" i zaczęła czytać.
Kategoria : Fryzury
W świecie Czarodziejów,istnieją osoby,które mogą zmieniać swój wygląd w każdej chwili. Jeśli chcą,mogą zmienić wielkość nosa,czy kolor włosów. Nazywane są Metamorfomagami. Nie da się nauczyć tej umiejętności. Z nią można się tylko urodzić,a jest takich osób bardzo mało. Przy silnych wstrząsach emocjonalnych może dojść do zaniku umiejętności,co sprawia,że częściowa,a nawet całkowita zmiana wyglądu nie jest możliwa.
zdj : red.Proroka Codziennego,1974 Bella Bones,jedna z Metamorfogów;
Osoby,które nie są Metamorfogami,także mogą zmieniać swoje fryzury.
Istnieje dużo zaklęć,które pomogą zmienić stan włosów. Najpopularniejsze to :
- Wave ; powoduje,że włosy stają się lekko pofalowane. Działa od razu,od wypowiedzenia zaklęcia.
Włosy falowane ;
- Simple ; Włosy stają się proste. Zaklęcie zaczyna szybko działać.
Włosy proste ;
- Iroquois ; Włosy zaczynają wyglądać jak irokez. Stają lekko,wyglądając jakby ktoś wziął je na żel. Niestety,utrzymuje się przez krótki czas.
Włosy na "irokezie" ;
Jeśli włosy nam się nie spodobają,można przywrócić do wcześniejszej fryzury dzięki zaklęciu "Return".
Zamknęła książkę. Tak spodobały się jej ilustracje,że oglądała je dłużej,niż czytała. Znów spojrzała na zegarek,który wskazywał już 07 : 20. Wiedziała,że przez Dorcas pewno spóźnią się na śniadanie,a na lekcje będą biegły w pośpiechu.
- Ann? - potrząsnęła jej ramię. Dziewczyna otworzyła oczy,ale od razu je zmrużyła.
- Co jest,Lily ? - zapytała sennym głosem. Po chwili podparła się łokciami i zapytała : - Która godzina?
- 07.20. Postanowiłam,że dzisiaj w spokoju zjemy śniadanie. Leć do łazienki,a ja obudzę Dorcas i naszykuję z nią ubrania,ok?
- Ok,dzięki - uśmiechnęła się. - Ładne włosy.
- Och,dzięki - zaśmiały się,a Smith skierowała się do łazienki.
Ruda zwinnie podbiegła do łóżka Meadowes. Rozsunęła,wielkie czerwone kotary i spostrzegła zza kołdry tylko włosy i twarz.
- Dorcas? - spróbowała delikatnie,wiedząc że to jednak nie pomoże.
- Daj mi spokój,nigdzie nie idę,na żadne zajęcia - mruknęła i odkręciła się na drugą stronę.
-Proszę....
- NIE,daj mi spać...
- Obiecuję,że yyy... pomogę ci w pracy na eliksiry - powiedziała proszącym głosem,robiąc wielkie oczy.
- Serio ? - podniosła głowę,wiedząc że Lily nigdy nie składa obietnic,żeby ich potem nie spełnić.- Już,już idę ! - wstała,ale od razu padła.
- Wszystko ok? Co jest?
- Au... Wszystko przez te buty...
- Wiedziałam,że przez ten bałagan zrobisz sobie coś - przerwała Lilka. - Pokaż... Na Merlina,napuchła bardzo...
***
- Oj przestań Syriusz,dam sobie radę,przecież nie mam złamanej nogi - upierała się bezskutecznie - Blaaaack,zostaw mnie !
- Nie ma mowy ! A może złamałaś tę kostkę? - Black uśmiechnął się szyderczo i wykorzystywał szansy.
Po śniadaniu,spowolnionym przez kostkę Dorcas,poszli szybko do Skrzydła Szpitalnego. Właściwie,wszyscy poza szatynką szli. Black uparł się,żeby ją nieść. Dziewczyny z fanclubu Blacka chodziły wściekłe,lub w łzach ( i śmiechu i smutku ).
- BLACK ! ZOSTAW MNIE! - ryknęła,wyrywając się. Niestety,chłopak miał mięśnie i nie dał jej wyjść. -Dziewczyny,pomóżcie mi! Gdzie jest damska solidarność? - zapytała,zrozpaczona.
- Ale myślisz,że my będziemy cię tachać? - zapytały dziewczyny,kładąc się ze śmiechu.
W połowie drogi,Dor też była już uśmiechnięta.
- Ile ty ważysz? - Westchnął teatralnie zmęczony Black.
Dorcas nachyliła się i skłamała mu na ucho ("Ej! W towarzystwie się nie szepcze! " ) ile waży.
- Na Merlina,jaka ciężka,otwierajcie te drzwi - Łapa podrzucił dziewczynę na rękach,a ona pisknęła,śmiejąc się.
James otworzył drzwi,przepuścił dziewczyny,łapiąc wzrokiem uśmiechy Lilki i Ann.
- Dzień dobry,pani Pomfey! - zawołała Lily,a potem reszta
- Dzień dobry,dzień dobry. Co się... - widząc zdziwione spojrzenie pielęgniarki Dorcas na rękach Blacka,Ann pośpieszyła z wyjaśnieniami :
- Przewróciła się,nie może chodzić. Najprawdopodobniej ma coś z kostką,ale dokładnie nic nie wiadomo.
- Dobrze - pielęgniarka podbiegła do pacjentki,dotykając stopę. - Boli cię,tutaj?
- Auu...Tak,boli.
- Dorcas,jak to się właściwie stało? - zapytała Ruda,ale nie usłyszała odpowiedzi,bo pojawiła się lekarka i zawołała :
- Co wy tu robicie teraz? Za chwilę pierwsza lekcja !
- O o !
- Dziewczyny chodźcie! - zawołali Huncwoci,podczas gdy dziewczyny żegnały się z Meadowes.
- Już !
Biegli całą drogę. Dyszeli zmęczeni,w końcu od sali transmutacji,a SS jest daleka droga. Zatrzymali się przed drzwiami,z nieciekawymi minami.
- Kto otwiera?
________________________________________________________________________________
Hej i czołem :)
Przepraszam,notki nie było ponad miesiąc. Niedawno się ogarnęłam i kończyłam tą notkę,tak wooolno :\ Strasznie słaba wyszła,ale ocenę pozostawiam Wam :) Skończyły się ferie,więc powinnam mieć siłę,żeby się uczyć. Ja niestety nie wypoczęłam,za dużo mam spraw,żeby ogarnąć się trochę :\
Dobrze,że ten semestr jest krótszy :D
Wpadłam na pomysł,żeby pisać pamiętnik Łapy :) Jak ogarnę troszkę swoje życie prywatne, i znajdę czas,na pewno o tym pomyślę :) W sumie,to podoba mi się ten pomysł,opisać jego relacje z rodzinami,z Jamesem i dziewczynami... Chodzi mi o czas przed,w i po Hogwarcie :))
Przepraszam za błędy,nie mam siły sprawdzać. Na rano mam do szkoły,więc trochę niewygodnie jest xd Idę spać już,mega późne dobranoc :)
Pozdrowienia i buziaki :*
Klaudia
- To jest nienormalne - westchnął Lunatyk,gubiąc się we własnym łóżku,na którym były parędziesiąt kartek. A wszystko dla Lily i Jamesa.
- Luniek? Znasz inny sposób? Oni są tak uparci,że bez nas nie dadzą sobie rady - Black też był zmęczony,ale miał motywację. W końcu James będzie szczęśliwy,a Ruda... ?
Ruda też się przekona,a jak nie,to on się tym zajmie,sam. Jak na Syriusza Blacka przystało.
- No niby nie,ale to nie jest w porządku. Zwłaszcza wobec Lily - odpowiedział. - Ale masz rację,to chyba jedyny sposób.
- Co robi James?
Syriusz podszedł do łóżka Rogacza i wyciągnął spod jego poduszki pergamin. Dziewczyny nie bardzo rozumiały,jak się dzieje,że ten pergamin staje się mapą,że widzi się na nim osoby,ale nie wnikały w to. W końcu nie taki był ich cel misji. Czuły,że kiedyś Huncwoci przyznają się,jak jest z mapą.
- Lata jeszcze. Jest przy stadionie Quidditcha.
- Mam dziwne przeczucie,że stanie się coś dziwnego,ale nie wiem co - powiedziała Ann.
- Ej,no ! Koniec leniuchowania,bierzcie się do roboty. Też się jakoś inaczej czuję. Pewno to przez adrenalinę - rzuciła Meadowes,kończąc tym ten temat.
* 15 minut później*
- Czas się zbierać. Jeszcze zaczną coś podejrzewać - Ann zawsze była punktualna. Pilnowała czasu i umiała nim dysponować.
- Kto zacznie coś podejrzewać ? - zapytał z huncwockim uśmiechem James,pojawiając się w pokoju. W dłoni trzymał miotłę,a jego włosy były poczochrane,bardziej niż zazwyczaj. Jego ubrania były lekko ubrudzone,najwyraźniej podczas schodzenia z miotły.
Pogoda robiła się coraz gorsza. Padał deszcz,powodując błoto. Uczniowie chodzili już w czapkach i szalikach,bo nikt nie chciał być chory.
Wszyscy poza Dorcas,wystraszyli się. Oznaczałoby to,że zostali zdemaskowani.
- Co? Chyba ci się pomyliło. Chodziło mi, że muszę popodlewać rośliny. Strasznie się u nas szybko suszą. A,no zapomniałabym,Remus to jak,masz tę książkę? - Szatynka była urodzoną aktorką. Umiała chować emocję,wkładać maskę obojętności. Podczas,gdy wszyscy odetchnęli z ulgą,puściła im oczko tak,żeby Potter nie zauważył.
- Tak. Poczekaj,chyba mam w kufrze - Lupin po chwili podał książkę.
- Dzięki.
- Wybaczcie,ja idę po prysznic - puścił im oczko i zniknął za drzwiami,razem z ubraniami.
Wszyscy westchnęli z ulgą.
- Na Merlina - wyszeptał Lunatyk. - Jak dobrze,że jesteś super aktorką.
- Dzięki - wyszeptała.
- Pa - Dziewczyny dały chłopakom po buziaku w policzek,a Dor potem głośno dodała:
- Okej,my lecimy. Dobranoc !
- Cześć.
***
- Ciszej,Dor,ciszej ! - wyszeptała Ann,wchodząc za Meadowes do dormitorium.
Było już późno. Cały zamek spał,no prawie. W Pokoju Wspólnym Gryfonów,świeciły tylko resztki przygasającego ognia,dając wrażenie lekkiej,czerwonej poświaty. Panował lekki półmrok.
- Próbuję,ale to nie jest łaaa... ! - Meadowes runęła przed siebie,potykając się o szpilki,które miała włożyć,na wizytę do Huncwotów. - Na Merlina ! Auu.... Ann,pomóż mi. Nie dojdę do łóżka,kostka za bardzo boli - szepnęła Dorcas.
- Wszystko dobrze? - zapytała,pomagając dziewczynie iść.
- Chyba ją skręciłam... Auu...
Dopiero teraz zauważyły karteczki od Lily. Pożegnały się,a Ann poszła do swojego łóżka,spać.
***
Obudziły ją promienie porannego słońca. Ah,te niedzielne poranki. Nie chciała wyjść z łóżka; było jej tak ciepło,wygodnie i miło. Poleżała jeszcze niecałe 10 minut i niechętnie wyszła do łazienki. Wzięła szybki prysznic,czując miłe kropelki na jej ciele. Szybko wysuszyła włosy,umyła twarz i zęby,a potem ubrała się w czarne rurki i czerwoną bluzkę. Spojrzała w lustro. Szepnęła " Wave",a wtedy jej włosy stały się lekko pofalowane. Stwierdziła,że nawet ładnie wygląda i wyszła łazienki.
Spojrzała na swój zegarek - czerwony pasek i biało czarna tarcza zegarka - który wskazywał
06 : 45. " Niech dziewczyny się wyśpią" pomyślała,siadając na łóżku z książką. Dostała ją na urodziny,ale była tak gruba,że nie miała czasu jej skończyć. W końcu w tamym roku zdawali SUM-y i nie mieli czasu na przyjemności. Otworzyła "Fashion and Beauty Witches" i zaczęła czytać.
Kategoria : Fryzury
W świecie Czarodziejów,istnieją osoby,które mogą zmieniać swój wygląd w każdej chwili. Jeśli chcą,mogą zmienić wielkość nosa,czy kolor włosów. Nazywane są Metamorfomagami. Nie da się nauczyć tej umiejętności. Z nią można się tylko urodzić,a jest takich osób bardzo mało. Przy silnych wstrząsach emocjonalnych może dojść do zaniku umiejętności,co sprawia,że częściowa,a nawet całkowita zmiana wyglądu nie jest możliwa.

Osoby,które nie są Metamorfogami,także mogą zmieniać swoje fryzury.
Istnieje dużo zaklęć,które pomogą zmienić stan włosów. Najpopularniejsze to :
- Wave ; powoduje,że włosy stają się lekko pofalowane. Działa od razu,od wypowiedzenia zaklęcia.
Włosy falowane ;
- Simple ; Włosy stają się proste. Zaklęcie zaczyna szybko działać.
Włosy proste ;
- Iroquois ; Włosy zaczynają wyglądać jak irokez. Stają lekko,wyglądając jakby ktoś wziął je na żel. Niestety,utrzymuje się przez krótki czas.
Włosy na "irokezie" ;
Jeśli włosy nam się nie spodobają,można przywrócić do wcześniejszej fryzury dzięki zaklęciu "Return".
Zamknęła książkę. Tak spodobały się jej ilustracje,że oglądała je dłużej,niż czytała. Znów spojrzała na zegarek,który wskazywał już 07 : 20. Wiedziała,że przez Dorcas pewno spóźnią się na śniadanie,a na lekcje będą biegły w pośpiechu.
- Ann? - potrząsnęła jej ramię. Dziewczyna otworzyła oczy,ale od razu je zmrużyła.
- Co jest,Lily ? - zapytała sennym głosem. Po chwili podparła się łokciami i zapytała : - Która godzina?
- 07.20. Postanowiłam,że dzisiaj w spokoju zjemy śniadanie. Leć do łazienki,a ja obudzę Dorcas i naszykuję z nią ubrania,ok?
- Ok,dzięki - uśmiechnęła się. - Ładne włosy.
- Och,dzięki - zaśmiały się,a Smith skierowała się do łazienki.
Ruda zwinnie podbiegła do łóżka Meadowes. Rozsunęła,wielkie czerwone kotary i spostrzegła zza kołdry tylko włosy i twarz.
- Dorcas? - spróbowała delikatnie,wiedząc że to jednak nie pomoże.
- Daj mi spokój,nigdzie nie idę,na żadne zajęcia - mruknęła i odkręciła się na drugą stronę.
-Proszę....
- NIE,daj mi spać...
- Obiecuję,że yyy... pomogę ci w pracy na eliksiry - powiedziała proszącym głosem,robiąc wielkie oczy.
- Serio ? - podniosła głowę,wiedząc że Lily nigdy nie składa obietnic,żeby ich potem nie spełnić.- Już,już idę ! - wstała,ale od razu padła.
- Wszystko ok? Co jest?
- Au... Wszystko przez te buty...
- Wiedziałam,że przez ten bałagan zrobisz sobie coś - przerwała Lilka. - Pokaż... Na Merlina,napuchła bardzo...
***
- Oj przestań Syriusz,dam sobie radę,przecież nie mam złamanej nogi - upierała się bezskutecznie - Blaaaack,zostaw mnie !
- Nie ma mowy ! A może złamałaś tę kostkę? - Black uśmiechnął się szyderczo i wykorzystywał szansy.
Po śniadaniu,spowolnionym przez kostkę Dorcas,poszli szybko do Skrzydła Szpitalnego. Właściwie,wszyscy poza szatynką szli. Black uparł się,żeby ją nieść. Dziewczyny z fanclubu Blacka chodziły wściekłe,lub w łzach ( i śmiechu i smutku ).
- BLACK ! ZOSTAW MNIE! - ryknęła,wyrywając się. Niestety,chłopak miał mięśnie i nie dał jej wyjść. -Dziewczyny,pomóżcie mi! Gdzie jest damska solidarność? - zapytała,zrozpaczona.
- Ale myślisz,że my będziemy cię tachać? - zapytały dziewczyny,kładąc się ze śmiechu.
W połowie drogi,Dor też była już uśmiechnięta.
- Ile ty ważysz? - Westchnął teatralnie zmęczony Black.
Dorcas nachyliła się i skłamała mu na ucho ("Ej! W towarzystwie się nie szepcze! " ) ile waży.
- Na Merlina,jaka ciężka,otwierajcie te drzwi - Łapa podrzucił dziewczynę na rękach,a ona pisknęła,śmiejąc się.
James otworzył drzwi,przepuścił dziewczyny,łapiąc wzrokiem uśmiechy Lilki i Ann.
- Dzień dobry,pani Pomfey! - zawołała Lily,a potem reszta
- Dzień dobry,dzień dobry. Co się... - widząc zdziwione spojrzenie pielęgniarki Dorcas na rękach Blacka,Ann pośpieszyła z wyjaśnieniami :
- Przewróciła się,nie może chodzić. Najprawdopodobniej ma coś z kostką,ale dokładnie nic nie wiadomo.
- Dobrze - pielęgniarka podbiegła do pacjentki,dotykając stopę. - Boli cię,tutaj?
- Auu...Tak,boli.
- Dorcas,jak to się właściwie stało? - zapytała Ruda,ale nie usłyszała odpowiedzi,bo pojawiła się lekarka i zawołała :
- Co wy tu robicie teraz? Za chwilę pierwsza lekcja !
- O o !
- Dziewczyny chodźcie! - zawołali Huncwoci,podczas gdy dziewczyny żegnały się z Meadowes.
- Już !
Biegli całą drogę. Dyszeli zmęczeni,w końcu od sali transmutacji,a SS jest daleka droga. Zatrzymali się przed drzwiami,z nieciekawymi minami.
- Kto otwiera?
________________________________________________________________________________
Hej i czołem :)
Przepraszam,notki nie było ponad miesiąc. Niedawno się ogarnęłam i kończyłam tą notkę,tak wooolno :\ Strasznie słaba wyszła,ale ocenę pozostawiam Wam :) Skończyły się ferie,więc powinnam mieć siłę,żeby się uczyć. Ja niestety nie wypoczęłam,za dużo mam spraw,żeby ogarnąć się trochę :\
Dobrze,że ten semestr jest krótszy :D
Wpadłam na pomysł,żeby pisać pamiętnik Łapy :) Jak ogarnę troszkę swoje życie prywatne, i znajdę czas,na pewno o tym pomyślę :) W sumie,to podoba mi się ten pomysł,opisać jego relacje z rodzinami,z Jamesem i dziewczynami... Chodzi mi o czas przed,w i po Hogwarcie :))
Przepraszam za błędy,nie mam siły sprawdzać. Na rano mam do szkoły,więc trochę niewygodnie jest xd Idę spać już,mega późne dobranoc :)
Pozdrowienia i buziaki :*
Klaudia
poniedziałek, 24 lutego 2014
Sowia poczta...
Moi kochani !
Zawsze chciałam,żeby na tym blogu było TYLKO opowiadanie,a nie wiadomości. Notki nie ma ponad miesiąc. Myślę,że należą się Wam wyjaśnienia.
Myślałam,że chociaż w ferie uda mi się dodać przynajmniej dwie notki. Niestety,zaczął się już drugi tydzień,a ja nie mogę,nie umiem zająć się blogiem. Moja wena,towarzysząca od początku,znikła. Szukam jej,ale nie wiem,co dalej. Mam teraz tysiące spraw na głowie,że pół nocy nie śpię.
No cóż,nie chcę robić z tego bloga jakiegoś pamiętnika. Sypie mi się trochę życie. Nastąpił koniec jednej z mojej przyjaźni,która miała być wieczna,a trwała niecałe 4 lata. Zaczęłam chorować,cały czas żyję na witaminach. Nie ma mnie ostatnio na fanpage. Zaniedbałam mojego psa. Zaniedbałam bloga i Was. Jestem beznadziejna,biorę tysiące rzeczy na głowę,a potem nie mogę się ogarnąć. Przepraszam Was,mocno.
Nie chcę porzucać bloga i nie porzucę go. Za dużo czasu spędziłam na pisaniu,na myśleniu o nim,żeby od tak zrezygnować. Za bardzo się z nim i z Wami zżyłam.
Spróbuję napisać coś w tym tygodniu i dodać.
Przepraszam Was,mocnoo :*
Klaudia.
Zawsze chciałam,żeby na tym blogu było TYLKO opowiadanie,a nie wiadomości. Notki nie ma ponad miesiąc. Myślę,że należą się Wam wyjaśnienia.
Myślałam,że chociaż w ferie uda mi się dodać przynajmniej dwie notki. Niestety,zaczął się już drugi tydzień,a ja nie mogę,nie umiem zająć się blogiem. Moja wena,towarzysząca od początku,znikła. Szukam jej,ale nie wiem,co dalej. Mam teraz tysiące spraw na głowie,że pół nocy nie śpię.
No cóż,nie chcę robić z tego bloga jakiegoś pamiętnika. Sypie mi się trochę życie. Nastąpił koniec jednej z mojej przyjaźni,która miała być wieczna,a trwała niecałe 4 lata. Zaczęłam chorować,cały czas żyję na witaminach. Nie ma mnie ostatnio na fanpage. Zaniedbałam mojego psa. Zaniedbałam bloga i Was. Jestem beznadziejna,biorę tysiące rzeczy na głowę,a potem nie mogę się ogarnąć. Przepraszam Was,mocno.
Nie chcę porzucać bloga i nie porzucę go. Za dużo czasu spędziłam na pisaniu,na myśleniu o nim,żeby od tak zrezygnować. Za bardzo się z nim i z Wami zżyłam.
Spróbuję napisać coś w tym tygodniu i dodać.
Przepraszam Was,mocnoo :*
Klaudia.
piątek, 31 stycznia 2014
4. Powrót do wspomnień.
Przez ostatnie miesiące,udawało się im dochowywać tajemnicy. Byli ostrożni,nie chcieli być przyłapani na planie związania Lily z Jamesem. Mijały dni,a oni ustawiali terminy spotkań oraz najróżniejszych misji. Mieli coraz trudniejsze zadania,coraz więcej odpowiedzialności. Na razie udawało się im...
Na razie.
***
Siedziała na łóżku,rozmyślając o tysiącach spraw. Dziewczyny wyszły do Huncwotów. Zastanawiała się,co tam robiły. James latał na miotle. Lekcje były odrobione,pokój posprzątany.
Podeszła do kufra i wyciągnęła z niego grubą księgę.
Otworzyła album ze zdjęciami,związanymi z czarodziejskim światem,robione zwykłym,mugolskim aparatem i przyjrzała się pierwszej fotografii.
Na zdjęciu była mała,ruda dziewczynka,trzymająca w dłoni list.
Dzień dostania listu.
Z Hogwartu.
Z rana świeciło już słońce,nie dając ani odrobiny ochłodzenia w lecie. Drzewa lekko się kołysały,poddając się sile wiatru,a ptaki śpiewały wesoło piosenki,ciesząc się z miłego ciepła.
Dzień był piękny,spokojny. Jeden z pierwszych dni wakacji.
Cisza.
Po paru minutach, zeszła na dół ubrana w kremową sukienkę,czarne baleriny i włosy związane w koka,którego nauczyła ją jej siostra,Tunia. Poszła do kuchni.
Pokój był urządzony,jak inne,tradycyjne. Od lewej strony drzwi,znajdowały się blaty,ozdobione miską owoców, czy wazonem z kwiatami. Kuchenka,na której stały garnki i patelnie. Zlew był czysty,wszystkie sztućce na odpowiedniej półce,leżały czyste.Szafki stały,aż do najbliższego rogu pokoju. Niedaleko był brązowy stół,nakryty białym obrusem,w drobne,pastelowe kwiatki. Dookoła niego były krzesła z drewna. A niedaleko okno,skąd było widać podwórko.
Brązowe odcienie,powodowały przytulne wrażenie pomieszczenia.
Spojrzała na nową,żółtą karteczkę doczepioną za pomocą magnezu do lodówki. Pisało na niej :
Lily !
Ja z mamą musieliśmy iść dziś do pracy. Mamy teraz radę,jako że dyrektorka jutro wyjeżdża,wszyscy muszą dostać od niej instrukcje wobec uczniów.
Petunię poszła do koleżanki,gdy będziemy wracać zgarniemy ją,a będziemy po 16 :00 w domu.
Uważaj na siebie.
Przepraszam Cię,skarbie.
Tata.
Jej twarz spochmurniała,a po policzku poleciała łezka.
Znowu spędzi sobotę sama,chyba że Sev wpadnie do niej.
- Lily,nie płacz. Rodzice musieli jechać do pracy,a Tunia musi pewno porozmawiać z koleżanką z klasy - tłumaczyła sobie,starając być dzielna. Nie było to łatwe,bo nie lubiła zostawać w domu,sama.
Było po 10 :30,a ona siedziała w kuchni,pijąc szklankę zimnej lemoniady. Już wycierała szklankę,gdy przez otwarte okno wleciała biała sowa, z listem przy nóżce.
- To niemożliwe.
Odplątała pakunek od sówki,a ta delikatnie dzióbnęła ją w dłoń i odleciała.
- Jadę do Hogwartu !
***
Pamiętała,jak się wtedy cieszyła.
Z Severusem.
Na następnym zdjęciu była z Sevem,kiedy bawili się na huśtawkach.Tam się poznali,wtedy on powiedział jej o Hogwarcie,o tym,że jest czarownicą.
Razem nad rzeką podczas wakacji.
I znowu popłynęła jej łezka,tak jak kiedyś.
Starła ją szybko.
Nie mogła uwierzyć. Jej przyjaciel... Rozpłakała się. Oni byli kiedyś tak blisko,razem.
A teraz?
On zszedł na drogę Śmierciożerców. Wolał Czarną Magię,od niej,od jej przyjaźni. Tyle razy próbowała wyciągnąć go z tego błota. Ale kiedy nazwał ją szlamą,straciła nadzieję. On chciał tam być,tkwić w bagnie,nie chciał wychodzić. Nie chciał pomocy. Nie szukał jej.
I nie dostrzegał dłoni,wyciągniętej do niego,gotowej pomóc w każdej chwili,ale on tylko odpychał ją.
Aż ją zabolało.
Wtedy się opamiętała.
I znowu zaczęła płakać.
***
- Czuję się,jak w jakimś filmie akcji,gdzie są agenci - powiedziała szatynka,o brązowych oczach . - Jak szpieg.
- Ja też - szepnęła Ann. - Ale źle się czuję,że tak Lily oszukujemy - miała smutne oczy i Dor to zauważyła.
Ann to długowłosa blondynka. Posiadaczka niebieskich,głębokich oczu. Ma świetną figurę i jest chuda.Cerę ma jasną,ale nie tak,żeby mieć piegi. W sumie jest delikatna,śliczna,ale ma niską samoocenę. Czasami czuje się piękniejsza,mimo to często nie myśli o sobie,jako o osobie,silnej psychicznie,jak i fizycznie,o osobie mądrzejszej,o osobie ładnej.
Dziękowała każdego dnia,że ma takie przyjaciółki,jej największy prezent od losu.
Tak,jak Remus,dziękowała każdego dnia.
Miała ciężkie dzieciństwo,o którym wiedzieli tylko jej najbliżsi.
Gdy była mała, zmarli jej rodzice,czarodzieje. Zabiła ich Bellatrix Black,z polecenia Lorda Voldemorta. W wieku dwunastu lat,po dowiedzeniu się więcej o Śmierciożercach, postanowiła,że pomści rodziców. Nawet,gdyby miała płacić za to życiem.
Ich gospodyni,pani *Rosaleen,była jej najbliższą rodziną. Ona ją wychowywała.
Tak,Ann Smith miała trudne dzieciństwo.
- Ann,słońce - przytuliła ją. - Wiesz,że robimy to dla niej,dla jej dobra -uśmiechnęła się i dodała przyciszonym głosem - Wiemy,że ona go kocha,po prostu nie jest pewna swoich uczuć.
Ann też się uśmiechnęła .
- No,tak lepiej - rzekła Dor,patrząc na przyjaciółkę.
***
Dziewczyna otarła łzy. Już się uspokoiła. Wspomnienie o Severusie Snape'ie wywoływało u niej wielki ból,ale dała radę się z nim uporać.
Mimo to przekręciła stronę - i w resztach łez, uśmiechnęła się.
Na zdjęciu były trzy dziewczynki : ruda Lily, blond Ann i szatynka Dorcas. Byli też Huncwoci.Wszyscy się uśmiechali. Były wtedy w wagonie,razem z chłopakami.
Stała na magicznym peronie i oglądała się,zaciekawiona. Wszystko było dla niej takie,magiczne, inne i piękne.
Co prawda, Severus opowiadał jej o tym miejscu,ale wyobrażać sobie,a widzieć coś,to dwie inne sprawy.
- Pięknie,prawda? - Snape widział zaciekawione spojrzenie Lily,uśmiechał się. - Chodźmy, musimy poznać uczniów,którzy chcą być w Slytherinie. - zauważył zdziwione spojrzenie rudej i dodał - No wiesz,żeby mieć znajomości. O ! Chodźmy,są Ślizgoni .
- Sev,nie obrazisz się? Chciałam,pójść do tamtych dziewczyn - pokazała brodą na dwójkę dziewczynek.- Wyglądają przyjaźnie.
- No dobrze,ale potem podejdź do mnie - Snape uśmiechnął się,gdy Lily przytuliła go.
Chłopiec podszedł do grupy,wyglądającej na Ślizgonów,a Lil poszła do dziewczynek :
- Cześć - uśmiechnęła się,przyjaźnie. - Jestem Lily. Lily Evans.
Dziewczynki uśmiechnęły się.
- Ja jestem Dorcas Meadowes,a to Ann Smith.- Blondynka o imieniu Ann,uśmiechnęła się do Rudej.
Dziewczynki rozmawiały,poznawały się. W sumie,po paru minutach,wszystkie czuły się,jak przyjaciółki.
- A do jakiego domu chcecie należeć?
- Do Gryffindoru - odparły.
- Moi rodzice należeli do domu Lwa - odezwała się Ann.
- U mnie mama - powiedziała Dor. - A u ciebie?
- Nie,moi rodzice są mugolami. A tak w ogóle, jakie cechy cechują Gryffindor?
- Męstwo, odwaga, szczerość...
- Aha. W sumie,bardziej podoba mi się Gryffindor niż Slytherin. Jakoś lepiej mi się kojarzy. Widzicie tego chłopca? Nie,tego z długimi czarnymi włosami? Tak? To mój przyjaciel,Severus Snape. On chce być w Slytherinie.
- W Slytherinie? Ja tobym nigdy nie chciała tam trafić -rzekła Dorcas- Pogadamy o tym w wagonie. Lily,idziesz?
- Poczekacie chwilę? Pójdę powiedzieć Sevowi,że z wami idę. - I już jej nie było.
- Hm. Ten Snape jest dziwny... A Lily słucha się go,jakby był jej ochroniarzem,czy ojcem,żeby mu meldować wszystko... - powiedziała szatynka,a blondynka niepewnie przytaknęła jej.
***
- Mówiłem,żeby pogadać w wagonie,a teraz będziemy musieli się do kogoś przysiąść. - jęknął przystojny James Potter,zwracając się do Syriusza Blacka, Remusa Lupina oraz do niskiego chłopca o imieniu Peter.
- Miałeś rację. - burknęli,dla świętego spokoju.
Przeszli kawałek korytarza,zaglądając do paru drzwi.
- Dobra,może znajdziemy jakieś fajne dziewczyny i waa..... - Potter nie dokończył,skupiając uwagę na długich,rudych włosach oraz twarzy ich posiadaczki. Ona przeszła obok niego,spojrzała się,uśmiechnęła lekko i poszła za jakąś szatynką i blondynką.
- James?
- Jaka ona piękna - wyszeptał,patrząc się na miejsce,w którym stała niedawno jego wybranka.
Lily Evans.
***
- Uff,myślałam,że nie znajdziemy wolnego wagonu - powiedziała Lil,która z pomocą przyjaciółek,wrzucała bagaż na półkę.
- Ja też.
Rozsiadły się na siedzeniach.
Z przyjaciółkami była tylko ciałem,w głowie miała chłopca,którego widziała,gdy szła za dziewczynami. Wydawał się jej sympatyczny,sprawiał wrażenie miłego. Był przystojny,mimo swojego wieku. Z pewnością miał jedenaście lub dwanaście lat. Jego oczy były takie głębokie i ciepłe.
I czekoladowe. Nigdy takich nie widziała.
- Lily?
Ruda otrząsnęła się z transu.
- Yyy?Tak,tak.
- Czy wiesz,o co w ogóle się pytałyśmy?
- Ta... Nie,przepraszam, zamyśliłam się.
- Nie uważasz,że zachowujesz się dziwnie? Bo słuchasz się tego Severusa,jakby prowadził dziennik twojego dnia. -Meadowes mówiła,co myślała,nie owijała w bawełnę. Mówiła prosto z mostu.
- Nie ! On jest moim przyjacielem,wprowadził mnie w ten świat. I jestem mu za to wdzięczna. - uśmiechnęła się. - Poza tym,jest naprawdę miły i przyjacielski.
- Lily,wydaje mi się,że Dorcas ma rację - rzekła niepewnie Ann. - Nie chcę,żebyś to odebrała,jako że zabraniam ci się z nim spotykać,ale nie wydaje mi się,że Severus jest trochę... mroczny?
- No właśnie - przytaknęła z entuzjazmem Dor. - On chce być w Slytherinie,a mama opowiadała mi,że tam praktykują Czarną Magię.
Ann widząc zdziwione spojrzenie Lilki, powiedziała :
- Czyli zaklęcia,które powodują ból np. Crucio,czy zabijające Avada Kedavra.
Rozmawiały parę minut. Na początku niechętnie o Severusie,potem o Hogwarcie. Postanowiły,że jeśli trafią do tego samego domu,urządzą sobie wieczorne pogadanki.
W tej chwili w drzwiach wagonu, stał blondyn z miłymi,miodowymi oczami. Miał na twarzy blizny i różne zadrapania. Był trochę blady,ale lekko uśmiechnięty.
- Przepraszam,możemy tutaj siąść ? Nie możemy znaleźć wagonu... - tłumaczył Lupin.
- Jasne,nie ma sprawy - przywitała ich Dor,a dziewczyny kiwnęły głowami.
Wtedy do wagonu weszły cztery osoby.
Remus Lupin podszedł do najbliższej dziewczyny,przedstawił się ,ucałował dłoń Ann,( gentlemeni :\ Ja też chcę takiego znaleźć ! Dop. Autorki ) a ona wstawała,przedstawiała się i uśmiechnęła.
Huncwoci poszli w ślady Lupina.
Od początku,rude włosy przykuwały jego uwagę. Podszedł do ostatniej dziewczyny.
- James Potter - przedstawił się i ucałował jej dłoń. Co jak co,Huncwoci mieli maniery. Marzenie !
- Lily Evans - Ruda lekko się zarumieniła,uśmiechnęła.
Ha ! ** Jakie on ma szczęście,nie do wiary ! Zakochał się parę minut temu,a teraz siedzi przy swojej wybrance. Uśmiechał się i zagadywał ją. Ona też chyba go polubiła,bo spoglądała na niego z szczerym uśmiechem, swoimi pięknymi oczami.
A on patrzył na nią,jak zaczarowany.
Rozmawiali i poznawali się. Pytali się o swoje ulubione kolory. Wyobrażali sobie Hogwart,nauczycieli i wyglądający rok szkolny. Mówili o swoim pochodzeniu,o dawnych mugolskch szkołach,do których przecież niedawno uczęszczali. Minęła jakaś godzina.
I znowu drzwi wagonu otworzyły się,a w nich był chłopiec o czarnych tłustych włosach z haczykowatym nosem.
- Lily? - Snape rozejrzał się,niepewnie po znajomych Evans - Możemy porozmawiać?
- Jasne.
Wyszli na korytarz,zostawiając zaciekawionych chłopców,w tym lekko zdenerwowanego przyszłego Rogacza***. Od razu zaczęli o nim rozmawiać.
- Idziemy do MOICH znajomych? - zaakcentował przed ostatnie słowo.
- Sev,a może byś przyszedł do nas? - zapytała Lily,wyobrażając sobie kolegów Seva,z opowiadań dziewczyn i chłopaków. Przeszły ją ciarki. - U nas jest miło,rozmawiamy sobie o Gryffindorze...
- O Gryffindorze?!
- No tak. - Lily mimo że znała Seva,ten nigdy na nią nie krzyknął. Widocznie,jego "znajomi" już na niego podziałali.- Ale jest fajnie. I się poznajemy,a wszyscy są mili.
- Wiesz,może spotkamy się, jednak w Hogwarcie,dobrze? Widzę,że to nie ma sensu. Najwyżej po przedstawiamy się w Hogwarcie. -uśmiechnął się,ale uśmiech nie dosięgał jego oczu. Jednak bardzo szybko się ogarnął.
- Nie będziesz się gniewał?
- Nie. Oczywiście,że nie.
- Dziękuję. To do zobaczenia. - uśmiechnęła się i poszła do wagonu,w którym miała swoich przyjaciół.
- I co? - zapytali,kiedy Evansówna zamknęła drzwi.
- A co ma być? Postanowiliśmy,że porozmawiamy w Hogwarcie.
- Uff. - Wszyscy odetchnęli cicho,żeby Lil nie zauważyła. Martwili się,z opowiadań dziewczyn o Snapie-ochroniarzu,że wyrwie Lil od nich,oddzieli czy nawet porwie.
A tego nie chcieli,bo była ich przyjaciółką. Znali się dopiero parę godzin,ale czuli się, jak najwięksi przyjaciele.
- Zrobimy sobie zdjęcie? Na pamiątkę? - zapytała Ann,pewniejsza siebie,troszeczkę.
- Jestem za !
Blondynka wyciągnęła aparat,poczekała,żeby wszyscy "upozowali " i znaleźli się w fotce.
Pyk !
A każdy miał z tego dnia zdjęcie.
Pierwsze zdjęcie,pierwsze spotkanie,pierwsi przyjaciele w Hogwarcie.
***
Uśmiechnęła się, znowu. Miała wspaniałych przyjaciół. Kochała każdego,nawet wrednego Syriusza,a nawet Jamesa. Odrobinkę,tylko troszkę,trochę..
A właściwie bardzo,bardzo mocno. Nie ważne,czy Petera mierzyła z Ann,wszystkich kochała.
Całą paczkę.
Na następnym zdjęciu była Lily w ręczniku, z mokrymi włosami oraz z oczami,z których biły pioruny. Niedaleko stał James,patrząc na nią,właściwie,pożerając ją wzrokiem. Pamiętała,że była to chyba czwarta klasa. Zaśmiała się w duchu : " Nie pamiętam nawet,dlaczego się, wtedy posprzeczaliśmy ".
Następna fotografia była zrobiona w zimę,w 5 klasie. Oczywiście,nie obyło się bez bitwy na śnieżki. Dziewczyny dzielnie atakowały,ale to Huncwoci wygrali wojnę. Potem napili się herbaty,zjedli parę kanapek i poszli do zamku. Jeszcze,gdyby zostali minutę dłużej,wrota zostałyby zamknięte i całą noc spędziliby na dworze,czy w jakimś barze.
Postanowiła,że musi poprosić mamę,żeby przysłała zdjęcia. W wakacje nie miała na to czasu,bo Dursley'owie ciągle przychodzili do jej domu,a to na obiad,na kolację czy podwieczorek. Rodzice wymagali od niej,żeby być na każdym spotkaniu.
Dziewczyna poszła się umyć. Gdy wróciła,wzięła pergamin,przerwała go na dwie części i nabazgrała dziewczynom :
"Dobranoc ;)
Lily "
Niedługo potem zasnęła,pogrążona w wspomnieniach.
***
Hej ;)
Notka skupiona głównie na Lily,która obchodziła urodziny 30 stycznia :*
Pięć dni po mnie :P
No,niedługo koniec semestru,więc mniej popraw,a więcej czasu na pisanie :D
Muszę ogarnąć jeszcze zakładki,no i zacznę pisać rozdział :3
Przepraszam za błędy,nie sprawdzałam dokładnie,bo jestem straaasznie zmęczona tym tygodniem.
Buziaczki :*
Klaudia ♥
* Rosaleen - pani domu z "Sekretne życie pszczół".
**Uważam,ze James starał się długo o Lily :D Myślę,ze każdy może zaznać miłości :) Nawet jedenastoletni chłopiec :) xD
*** Chłopcy byli nazwani Huncwotami,dopiero w Hogwarcie ;)
Na razie.
***
Siedziała na łóżku,rozmyślając o tysiącach spraw. Dziewczyny wyszły do Huncwotów. Zastanawiała się,co tam robiły. James latał na miotle. Lekcje były odrobione,pokój posprzątany.
Podeszła do kufra i wyciągnęła z niego grubą księgę.
Otworzyła album ze zdjęciami,związanymi z czarodziejskim światem,robione zwykłym,mugolskim aparatem i przyjrzała się pierwszej fotografii.
Na zdjęciu była mała,ruda dziewczynka,trzymająca w dłoni list.
Dzień dostania listu.
Z Hogwartu.
Z rana świeciło już słońce,nie dając ani odrobiny ochłodzenia w lecie. Drzewa lekko się kołysały,poddając się sile wiatru,a ptaki śpiewały wesoło piosenki,ciesząc się z miłego ciepła.
Dzień był piękny,spokojny. Jeden z pierwszych dni wakacji.
Promienie Słońca oświetlały jasną twarz rudowłosej. Po chwili z łóżka wygramoliła się jedenastoletnia dziewczynka. Lily Evans przetarła zielone oczy i podeszła do okna,podziwiając naturę i pogodę.
Poszła do łazienki i zdziwiła się, bo w domu nie słyszała rozmów,dźwięku zagotowanej wody czy nawet kaszlnięcia palacza tytoniu,jej taty.Cisza.
Po paru minutach, zeszła na dół ubrana w kremową sukienkę,czarne baleriny i włosy związane w koka,którego nauczyła ją jej siostra,Tunia. Poszła do kuchni.
Pokój był urządzony,jak inne,tradycyjne. Od lewej strony drzwi,znajdowały się blaty,ozdobione miską owoców, czy wazonem z kwiatami. Kuchenka,na której stały garnki i patelnie. Zlew był czysty,wszystkie sztućce na odpowiedniej półce,leżały czyste.Szafki stały,aż do najbliższego rogu pokoju. Niedaleko był brązowy stół,nakryty białym obrusem,w drobne,pastelowe kwiatki. Dookoła niego były krzesła z drewna. A niedaleko okno,skąd było widać podwórko.
Brązowe odcienie,powodowały przytulne wrażenie pomieszczenia.
Spojrzała na nową,żółtą karteczkę doczepioną za pomocą magnezu do lodówki. Pisało na niej :
Lily !
Ja z mamą musieliśmy iść dziś do pracy. Mamy teraz radę,jako że dyrektorka jutro wyjeżdża,wszyscy muszą dostać od niej instrukcje wobec uczniów.
Petunię poszła do koleżanki,gdy będziemy wracać zgarniemy ją,a będziemy po 16 :00 w domu.
Uważaj na siebie.
Przepraszam Cię,skarbie.
Tata.
Jej twarz spochmurniała,a po policzku poleciała łezka.
Znowu spędzi sobotę sama,chyba że Sev wpadnie do niej.
- Lily,nie płacz. Rodzice musieli jechać do pracy,a Tunia musi pewno porozmawiać z koleżanką z klasy - tłumaczyła sobie,starając być dzielna. Nie było to łatwe,bo nie lubiła zostawać w domu,sama.
Było po 10 :30,a ona siedziała w kuchni,pijąc szklankę zimnej lemoniady. Już wycierała szklankę,gdy przez otwarte okno wleciała biała sowa, z listem przy nóżce.
- To niemożliwe.
Odplątała pakunek od sówki,a ta delikatnie dzióbnęła ją w dłoń i odleciała.
- Jadę do Hogwartu !
***
Pamiętała,jak się wtedy cieszyła.
Z Severusem.
Na następnym zdjęciu była z Sevem,kiedy bawili się na huśtawkach.Tam się poznali,wtedy on powiedział jej o Hogwarcie,o tym,że jest czarownicą.
Razem nad rzeką podczas wakacji.
I znowu popłynęła jej łezka,tak jak kiedyś.
Starła ją szybko.
Nie mogła uwierzyć. Jej przyjaciel... Rozpłakała się. Oni byli kiedyś tak blisko,razem.
A teraz?
On zszedł na drogę Śmierciożerców. Wolał Czarną Magię,od niej,od jej przyjaźni. Tyle razy próbowała wyciągnąć go z tego błota. Ale kiedy nazwał ją szlamą,straciła nadzieję. On chciał tam być,tkwić w bagnie,nie chciał wychodzić. Nie chciał pomocy. Nie szukał jej.
I nie dostrzegał dłoni,wyciągniętej do niego,gotowej pomóc w każdej chwili,ale on tylko odpychał ją.
Aż ją zabolało.
Wtedy się opamiętała.
I znowu zaczęła płakać.
***
- Czuję się,jak w jakimś filmie akcji,gdzie są agenci - powiedziała szatynka,o brązowych oczach . - Jak szpieg.
- Ja też - szepnęła Ann. - Ale źle się czuję,że tak Lily oszukujemy - miała smutne oczy i Dor to zauważyła.
Ann to długowłosa blondynka. Posiadaczka niebieskich,głębokich oczu. Ma świetną figurę i jest chuda.Cerę ma jasną,ale nie tak,żeby mieć piegi. W sumie jest delikatna,śliczna,ale ma niską samoocenę. Czasami czuje się piękniejsza,mimo to często nie myśli o sobie,jako o osobie,silnej psychicznie,jak i fizycznie,o osobie mądrzejszej,o osobie ładnej.
Dziękowała każdego dnia,że ma takie przyjaciółki,jej największy prezent od losu.
Tak,jak Remus,dziękowała każdego dnia.
Miała ciężkie dzieciństwo,o którym wiedzieli tylko jej najbliżsi.
Gdy była mała, zmarli jej rodzice,czarodzieje. Zabiła ich Bellatrix Black,z polecenia Lorda Voldemorta. W wieku dwunastu lat,po dowiedzeniu się więcej o Śmierciożercach, postanowiła,że pomści rodziców. Nawet,gdyby miała płacić za to życiem.
Ich gospodyni,pani *Rosaleen,była jej najbliższą rodziną. Ona ją wychowywała.
Tak,Ann Smith miała trudne dzieciństwo.
- Ann,słońce - przytuliła ją. - Wiesz,że robimy to dla niej,dla jej dobra -uśmiechnęła się i dodała przyciszonym głosem - Wiemy,że ona go kocha,po prostu nie jest pewna swoich uczuć.
Ann też się uśmiechnęła .
- No,tak lepiej - rzekła Dor,patrząc na przyjaciółkę.
***
Dziewczyna otarła łzy. Już się uspokoiła. Wspomnienie o Severusie Snape'ie wywoływało u niej wielki ból,ale dała radę się z nim uporać.
Mimo to przekręciła stronę - i w resztach łez, uśmiechnęła się.
Na zdjęciu były trzy dziewczynki : ruda Lily, blond Ann i szatynka Dorcas. Byli też Huncwoci.Wszyscy się uśmiechali. Były wtedy w wagonie,razem z chłopakami.
Stała na magicznym peronie i oglądała się,zaciekawiona. Wszystko było dla niej takie,magiczne, inne i piękne.
Co prawda, Severus opowiadał jej o tym miejscu,ale wyobrażać sobie,a widzieć coś,to dwie inne sprawy.
- Pięknie,prawda? - Snape widział zaciekawione spojrzenie Lily,uśmiechał się. - Chodźmy, musimy poznać uczniów,którzy chcą być w Slytherinie. - zauważył zdziwione spojrzenie rudej i dodał - No wiesz,żeby mieć znajomości. O ! Chodźmy,są Ślizgoni .
- Sev,nie obrazisz się? Chciałam,pójść do tamtych dziewczyn - pokazała brodą na dwójkę dziewczynek.- Wyglądają przyjaźnie.
- No dobrze,ale potem podejdź do mnie - Snape uśmiechnął się,gdy Lily przytuliła go.
Chłopiec podszedł do grupy,wyglądającej na Ślizgonów,a Lil poszła do dziewczynek :
- Cześć - uśmiechnęła się,przyjaźnie. - Jestem Lily. Lily Evans.
Dziewczynki uśmiechnęły się.
- Ja jestem Dorcas Meadowes,a to Ann Smith.- Blondynka o imieniu Ann,uśmiechnęła się do Rudej.
Dziewczynki rozmawiały,poznawały się. W sumie,po paru minutach,wszystkie czuły się,jak przyjaciółki.
- A do jakiego domu chcecie należeć?
- Do Gryffindoru - odparły.
- Moi rodzice należeli do domu Lwa - odezwała się Ann.
- U mnie mama - powiedziała Dor. - A u ciebie?
- Nie,moi rodzice są mugolami. A tak w ogóle, jakie cechy cechują Gryffindor?
- Męstwo, odwaga, szczerość...
- Aha. W sumie,bardziej podoba mi się Gryffindor niż Slytherin. Jakoś lepiej mi się kojarzy. Widzicie tego chłopca? Nie,tego z długimi czarnymi włosami? Tak? To mój przyjaciel,Severus Snape. On chce być w Slytherinie.
- W Slytherinie? Ja tobym nigdy nie chciała tam trafić -rzekła Dorcas- Pogadamy o tym w wagonie. Lily,idziesz?
- Poczekacie chwilę? Pójdę powiedzieć Sevowi,że z wami idę. - I już jej nie było.
- Hm. Ten Snape jest dziwny... A Lily słucha się go,jakby był jej ochroniarzem,czy ojcem,żeby mu meldować wszystko... - powiedziała szatynka,a blondynka niepewnie przytaknęła jej.
***
- Mówiłem,żeby pogadać w wagonie,a teraz będziemy musieli się do kogoś przysiąść. - jęknął przystojny James Potter,zwracając się do Syriusza Blacka, Remusa Lupina oraz do niskiego chłopca o imieniu Peter.
- Miałeś rację. - burknęli,dla świętego spokoju.
Przeszli kawałek korytarza,zaglądając do paru drzwi.
- Dobra,może znajdziemy jakieś fajne dziewczyny i waa..... - Potter nie dokończył,skupiając uwagę na długich,rudych włosach oraz twarzy ich posiadaczki. Ona przeszła obok niego,spojrzała się,uśmiechnęła lekko i poszła za jakąś szatynką i blondynką.
- James?
- Jaka ona piękna - wyszeptał,patrząc się na miejsce,w którym stała niedawno jego wybranka.
Lily Evans.
***
- Uff,myślałam,że nie znajdziemy wolnego wagonu - powiedziała Lil,która z pomocą przyjaciółek,wrzucała bagaż na półkę.
- Ja też.
Rozsiadły się na siedzeniach.
Z przyjaciółkami była tylko ciałem,w głowie miała chłopca,którego widziała,gdy szła za dziewczynami. Wydawał się jej sympatyczny,sprawiał wrażenie miłego. Był przystojny,mimo swojego wieku. Z pewnością miał jedenaście lub dwanaście lat. Jego oczy były takie głębokie i ciepłe.
I czekoladowe. Nigdy takich nie widziała.
- Lily?
Ruda otrząsnęła się z transu.
- Yyy?Tak,tak.
- Czy wiesz,o co w ogóle się pytałyśmy?
- Ta... Nie,przepraszam, zamyśliłam się.
- Nie uważasz,że zachowujesz się dziwnie? Bo słuchasz się tego Severusa,jakby prowadził dziennik twojego dnia. -Meadowes mówiła,co myślała,nie owijała w bawełnę. Mówiła prosto z mostu.
- Nie ! On jest moim przyjacielem,wprowadził mnie w ten świat. I jestem mu za to wdzięczna. - uśmiechnęła się. - Poza tym,jest naprawdę miły i przyjacielski.
- Lily,wydaje mi się,że Dorcas ma rację - rzekła niepewnie Ann. - Nie chcę,żebyś to odebrała,jako że zabraniam ci się z nim spotykać,ale nie wydaje mi się,że Severus jest trochę... mroczny?
- No właśnie - przytaknęła z entuzjazmem Dor. - On chce być w Slytherinie,a mama opowiadała mi,że tam praktykują Czarną Magię.
Ann widząc zdziwione spojrzenie Lilki, powiedziała :
- Czyli zaklęcia,które powodują ból np. Crucio,czy zabijające Avada Kedavra.
Rozmawiały parę minut. Na początku niechętnie o Severusie,potem o Hogwarcie. Postanowiły,że jeśli trafią do tego samego domu,urządzą sobie wieczorne pogadanki.
W tej chwili w drzwiach wagonu, stał blondyn z miłymi,miodowymi oczami. Miał na twarzy blizny i różne zadrapania. Był trochę blady,ale lekko uśmiechnięty.
- Przepraszam,możemy tutaj siąść ? Nie możemy znaleźć wagonu... - tłumaczył Lupin.
- Jasne,nie ma sprawy - przywitała ich Dor,a dziewczyny kiwnęły głowami.
Wtedy do wagonu weszły cztery osoby.
Remus Lupin podszedł do najbliższej dziewczyny,przedstawił się ,ucałował dłoń Ann,( gentlemeni :\ Ja też chcę takiego znaleźć ! Dop. Autorki ) a ona wstawała,przedstawiała się i uśmiechnęła.
Huncwoci poszli w ślady Lupina.
Od początku,rude włosy przykuwały jego uwagę. Podszedł do ostatniej dziewczyny.
- James Potter - przedstawił się i ucałował jej dłoń. Co jak co,Huncwoci mieli maniery. Marzenie !
- Lily Evans - Ruda lekko się zarumieniła,uśmiechnęła.
Ha ! ** Jakie on ma szczęście,nie do wiary ! Zakochał się parę minut temu,a teraz siedzi przy swojej wybrance. Uśmiechał się i zagadywał ją. Ona też chyba go polubiła,bo spoglądała na niego z szczerym uśmiechem, swoimi pięknymi oczami.
A on patrzył na nią,jak zaczarowany.
Rozmawiali i poznawali się. Pytali się o swoje ulubione kolory. Wyobrażali sobie Hogwart,nauczycieli i wyglądający rok szkolny. Mówili o swoim pochodzeniu,o dawnych mugolskch szkołach,do których przecież niedawno uczęszczali. Minęła jakaś godzina.
I znowu drzwi wagonu otworzyły się,a w nich był chłopiec o czarnych tłustych włosach z haczykowatym nosem.
- Lily? - Snape rozejrzał się,niepewnie po znajomych Evans - Możemy porozmawiać?
- Jasne.
Wyszli na korytarz,zostawiając zaciekawionych chłopców,w tym lekko zdenerwowanego przyszłego Rogacza***. Od razu zaczęli o nim rozmawiać.
- Idziemy do MOICH znajomych? - zaakcentował przed ostatnie słowo.
- Sev,a może byś przyszedł do nas? - zapytała Lily,wyobrażając sobie kolegów Seva,z opowiadań dziewczyn i chłopaków. Przeszły ją ciarki. - U nas jest miło,rozmawiamy sobie o Gryffindorze...
- O Gryffindorze?!
- No tak. - Lily mimo że znała Seva,ten nigdy na nią nie krzyknął. Widocznie,jego "znajomi" już na niego podziałali.- Ale jest fajnie. I się poznajemy,a wszyscy są mili.
- Wiesz,może spotkamy się, jednak w Hogwarcie,dobrze? Widzę,że to nie ma sensu. Najwyżej po przedstawiamy się w Hogwarcie. -uśmiechnął się,ale uśmiech nie dosięgał jego oczu. Jednak bardzo szybko się ogarnął.
- Nie będziesz się gniewał?
- Nie. Oczywiście,że nie.
- Dziękuję. To do zobaczenia. - uśmiechnęła się i poszła do wagonu,w którym miała swoich przyjaciół.
- I co? - zapytali,kiedy Evansówna zamknęła drzwi.
- A co ma być? Postanowiliśmy,że porozmawiamy w Hogwarcie.
- Uff. - Wszyscy odetchnęli cicho,żeby Lil nie zauważyła. Martwili się,z opowiadań dziewczyn o Snapie-ochroniarzu,że wyrwie Lil od nich,oddzieli czy nawet porwie.
A tego nie chcieli,bo była ich przyjaciółką. Znali się dopiero parę godzin,ale czuli się, jak najwięksi przyjaciele.
- Zrobimy sobie zdjęcie? Na pamiątkę? - zapytała Ann,pewniejsza siebie,troszeczkę.
- Jestem za !
Blondynka wyciągnęła aparat,poczekała,żeby wszyscy "upozowali " i znaleźli się w fotce.
Pyk !
A każdy miał z tego dnia zdjęcie.
Pierwsze zdjęcie,pierwsze spotkanie,pierwsi przyjaciele w Hogwarcie.
***
Uśmiechnęła się, znowu. Miała wspaniałych przyjaciół. Kochała każdego,nawet wrednego Syriusza,a nawet Jamesa. Odrobinkę,tylko troszkę,trochę..
A właściwie bardzo,bardzo mocno. Nie ważne,czy Petera mierzyła z Ann,wszystkich kochała.
Całą paczkę.
Na następnym zdjęciu była Lily w ręczniku, z mokrymi włosami oraz z oczami,z których biły pioruny. Niedaleko stał James,patrząc na nią,właściwie,pożerając ją wzrokiem. Pamiętała,że była to chyba czwarta klasa. Zaśmiała się w duchu : " Nie pamiętam nawet,dlaczego się, wtedy posprzeczaliśmy ".
Następna fotografia była zrobiona w zimę,w 5 klasie. Oczywiście,nie obyło się bez bitwy na śnieżki. Dziewczyny dzielnie atakowały,ale to Huncwoci wygrali wojnę. Potem napili się herbaty,zjedli parę kanapek i poszli do zamku. Jeszcze,gdyby zostali minutę dłużej,wrota zostałyby zamknięte i całą noc spędziliby na dworze,czy w jakimś barze.
Postanowiła,że musi poprosić mamę,żeby przysłała zdjęcia. W wakacje nie miała na to czasu,bo Dursley'owie ciągle przychodzili do jej domu,a to na obiad,na kolację czy podwieczorek. Rodzice wymagali od niej,żeby być na każdym spotkaniu.
Dziewczyna poszła się umyć. Gdy wróciła,wzięła pergamin,przerwała go na dwie części i nabazgrała dziewczynom :
"Dobranoc ;)
Lily "
Niedługo potem zasnęła,pogrążona w wspomnieniach.
***
Hej ;)
Notka skupiona głównie na Lily,która obchodziła urodziny 30 stycznia :*
Pięć dni po mnie :P
No,niedługo koniec semestru,więc mniej popraw,a więcej czasu na pisanie :D
Muszę ogarnąć jeszcze zakładki,no i zacznę pisać rozdział :3
Przepraszam za błędy,nie sprawdzałam dokładnie,bo jestem straaasznie zmęczona tym tygodniem.
Buziaczki :*
Klaudia ♥
* Rosaleen - pani domu z "Sekretne życie pszczół".
**Uważam,ze James starał się długo o Lily :D Myślę,ze każdy może zaznać miłości :) Nawet jedenastoletni chłopiec :) xD
*** Chłopcy byli nazwani Huncwotami,dopiero w Hogwarcie ;)
niedziela, 19 stycznia 2014
3. "Chcemy zeswatać ich".
Obudził się,niewyspany. Szczęście,że była sobota,więc nie trzeba było iść na lekcje. Otworzył oczy...Ah,tak. Impreza,alkohol,zapach Whisky po całym Pokoju Wspólnym. Nie było Puchonów ani Krukonów. Pewno wstali i poszli do dormitorium. Obok niego była Ann,jeszcze spała,oparta,o niego. Delikatnie wstał z kanapy,nie budząc dziewczyny. Poszedł do dormitorium.
Wziął ubrania,bieliznę i szlafrok. Postanowił wziąć prysznic i ogarnąć twarz.
Po 10 minutach wyszedł z łazienki,wyglądał,jak normalny człowiek. Nowe ubranie,czysta twarz i zmyty zapach alkoholu. Była 07:30,więc pomyślał,że obudzi przyjaciół na 8 :00.
Nie wiedział,co porobić. Nie chciało mu się czytać,więc posprzątał pokój za pomocą zaklęcia. Wszystkie rzeczy leciały w stronę szaf,kufrów i półek.
Coś mówiło mu,żeby spojrzeć na mapę. Rozsądek? Ale po co? Dlaczego miał zaglądać? Lepiej wiedzieć,niż żałować. Szepnął " Przysięgam uroczyście, że knuję coś niedobrego" i na mapie zaczęły pojawiać się linie i kreski.
-O nie ! Na Merlina ! McGonagall tu idzie ! - wykrzyknął,wystraszony.
***
Ktoś krzyknął. Poczuła wielki ból głowy,wszystkich części ciała. Przebudzała się... Wczoraj... Aha,impreza,alkohol,taniec i James. Czekaj... Ona z nim tańczyła?! Na oczach wszystkich ?! Nawet ich "przyjazne" rozmowy były podejrzane,a co dopiero taniec i wspólne picie Piwa i Whisky! Jednocześnie,było jej ciepło,choć nie słyszała trzasku palącego się w kominku ognia. Mimo,że było jej już trochę niewygodnie,wolała tak zostać.
Powoli otworzyła oczy.
Zauważyła przed sobą kominek,parę kroków od niej, w którym nie palił się już ogień. Musiała siedzieć na fotelu. Ale skąd, to ciepło,skoro Słońce powinno być z przeciwnej strony kominka,najwyżej oświetlając tył fotela ? Odkręciła głowę i spojrzała na ....
- Potter - szepnęła. Gdyby mogła,to krzyczałaby,ale ból głowy jej na to nie pozwolił.
James obudził się,jakby czekał tylko,na wymówienie jego imienia.
- Na Merlina... Moja głowa...
- Potter,co wczoraj było? Nic,a nic nie pamiętam.
- O Liluś... - zauważył ją.
- Nawet nie próbuj - ostrzegła.
Zeszła z Jamesa,kierując się dormitorium. Gdzieś miała chyba tabletki,na kaca,oczywiście magicznego. Zobaczyła Remusa,bladego,jak ścianę. Oczywiście Potter za nią poszedł,więc i on spojrzał pytająco na niego.
- Ona....Ona tu idzie ! - Remus krzyknął - Szybko,trzeba sprzątać,wszystkich wysłać do dormitorium,na kaca tabletki....
- Błagam,ciszej - wyszeptali "pijacy" - Kto idzie?
- McGonagall !
- Na Merlina !
- Lily,masz tabletki na kaca ? -spytał Luniek, gdy kiwnęła głową,dodał -weź je,wszystkich obudzimy. Zresztą też weźcie. Ja spróbuję tu posprzątać.
Weszła z Jamesem do dormitorium( on musiał iść przez przejście,żeby z nią wejść ).
Gdy podała mu tabletkę i szklankę wody,spojrzał na nią z wdzięcznością i od razu połknął lek. Ona też wzięła lekarstwo.
-Idziemy.
- Spokojnie. Mamy trochę czasu... -zamruczał.
-Chodź,przecież McGonagall tu idzie !
Spojrzała na niego,oburzona,wyszeptując po drodze"Ty masz zniszczoną reputację u niej,ale ja nie mogę sobie, na to pozwolić".
Remus doprowadził pokój do stanu używalności i zaczął budzić Gryfonów. Poszli pomóc mu.
- Jak Meadowes się budzi?
- Ją budzimy zawsze dziesięć minut przed czasem,bo nie wstanie, inaczej. Chyba,że McGonagall... Ja spróbuję - rzekła,uśmiechając się chytrze.
- Dor,słońce!
- Lilka? Daj Ty mi spokój,kobieto.
- Ale Syriusz z McGonagall biorą ślub !
- CO? - Meadowes wyskoczyła z kanapy,powodując,że Syriusz padł na sofę,jak długi,a ona leżała na podłodze - Naprawdę? Kto jest druhną? Czemu ja nic o tym nie wiem?!
- McGonagall tu idzie !
Wystraszona Dorcas wzięła tabletkę i poszła dobudzać innych,z lekami w dłoni.
- SŁUCHAJCIE,MCGONAGALL TU IDZIE. WSZYSCY DO DORMITORIÓW,UDAWAĆ,ŻE ŚPICIE,LUB ZASNĄĆ. CZYTAĆ KSIĄŻKĘ,BYLE CO !
Parędziesiąt głów skierowało się do dormitoriów,jak stado słoni.
- Zdejmij zaklęcie wyciszające - szepnął Lunek.
- O. No tak- mruknął Rogaś.
***
- Uff. Luniek,dobrze,że zaglądnąłeś do tej mapy. Taki szlaban byśmy dostali,nie ma co.
Lily,Dorcas,Ann siedziały u Huncwotów. Minęło jakieś pół godziny,po przyjściu na zwiady profesorki. Wszystko obyło się spokojnie. Wszyscy byli w dormitorium,nie było ani śladu butelek,zapachów alkoholu.
- Ja już idę,do zobaczenia - powiedziała Lil,wychodząc.
- A ja pójdę na spacer - Rogacz poszedł za Rudą.
Gdy wyszli,była jakaś minuta ciszy.
Dor spojrzała na Blacka,a on skinął głową. Gestem dłoni,Syriusz zaprosił ich na swoje łóżko. Zwykle nie zapraszał tam na jakieś zebrania,ale dla Rogacza mógł zrobić wyjątek.
Jedyny wyjątek,który może zmienić mu życie.
Na lepsze,czy gorsze?
Usiedli,a szatynka zaczęła :
- Już szósty rok,Rogaś stara się o Lil. Z jakim skutkiem? Każdy wie,zna na pamięć. Wczoraj na imprezie,jeszcze świadomi...
- My też chcemy wam coś powiedzieć - powiedział Lunatyk.
- Chcemy zeswatać ich - powiedzieli na raz,nie owijając w bawełnę.
I wybuchli śmiechem.
***
Hej :*
Przepraszam Was,strasznie mało napisałam. Krótki odcinek czasu minął :\
Bez bicia mówię,że jestem mega niezadowolona z tego rozdziału.
Przepraszam, za jakiekolwiek błędy,piszę to ledwo przytomna
To mieszanie,które mam zamiar zrobić... Nie obmyśliłam nic,cały czas szkoła ;__;.
Cały czas mam poprawki,kartkówki. Nawet najlepsza pani od angielskiego nam ustala termin kartkówki.
Zmieniłam szablon,bez większego problemu :) Dopasowuję piosenki i cały czas szukam tych nieznalezionych,choć parę jest.
Dziś miałam występ na koncert charytatywny,jak zwykle nerwy.Lekcje ogarnęłam o 21 :(
Zmęczona, wysyłam buziaczki :*
Wziął ubrania,bieliznę i szlafrok. Postanowił wziąć prysznic i ogarnąć twarz.
Po 10 minutach wyszedł z łazienki,wyglądał,jak normalny człowiek. Nowe ubranie,czysta twarz i zmyty zapach alkoholu. Była 07:30,więc pomyślał,że obudzi przyjaciół na 8 :00.
Nie wiedział,co porobić. Nie chciało mu się czytać,więc posprzątał pokój za pomocą zaklęcia. Wszystkie rzeczy leciały w stronę szaf,kufrów i półek.
Coś mówiło mu,żeby spojrzeć na mapę. Rozsądek? Ale po co? Dlaczego miał zaglądać? Lepiej wiedzieć,niż żałować. Szepnął " Przysięgam uroczyście, że knuję coś niedobrego" i na mapie zaczęły pojawiać się linie i kreski.
-O nie ! Na Merlina ! McGonagall tu idzie ! - wykrzyknął,wystraszony.
***
Ktoś krzyknął. Poczuła wielki ból głowy,wszystkich części ciała. Przebudzała się... Wczoraj... Aha,impreza,alkohol,taniec i James. Czekaj... Ona z nim tańczyła?! Na oczach wszystkich ?! Nawet ich "przyjazne" rozmowy były podejrzane,a co dopiero taniec i wspólne picie Piwa i Whisky! Jednocześnie,było jej ciepło,choć nie słyszała trzasku palącego się w kominku ognia. Mimo,że było jej już trochę niewygodnie,wolała tak zostać.
Powoli otworzyła oczy.
Zauważyła przed sobą kominek,parę kroków od niej, w którym nie palił się już ogień. Musiała siedzieć na fotelu. Ale skąd, to ciepło,skoro Słońce powinno być z przeciwnej strony kominka,najwyżej oświetlając tył fotela ? Odkręciła głowę i spojrzała na ....
- Potter - szepnęła. Gdyby mogła,to krzyczałaby,ale ból głowy jej na to nie pozwolił.
James obudził się,jakby czekał tylko,na wymówienie jego imienia.
- Na Merlina... Moja głowa...
- Potter,co wczoraj było? Nic,a nic nie pamiętam.
- O Liluś... - zauważył ją.
- Nawet nie próbuj - ostrzegła.
Zeszła z Jamesa,kierując się dormitorium. Gdzieś miała chyba tabletki,na kaca,oczywiście magicznego. Zobaczyła Remusa,bladego,jak ścianę. Oczywiście Potter za nią poszedł,więc i on spojrzał pytająco na niego.
- Ona....Ona tu idzie ! - Remus krzyknął - Szybko,trzeba sprzątać,wszystkich wysłać do dormitorium,na kaca tabletki....
- Błagam,ciszej - wyszeptali "pijacy" - Kto idzie?
- McGonagall !
- Na Merlina !
- Lily,masz tabletki na kaca ? -spytał Luniek, gdy kiwnęła głową,dodał -weź je,wszystkich obudzimy. Zresztą też weźcie. Ja spróbuję tu posprzątać.
Weszła z Jamesem do dormitorium( on musiał iść przez przejście,żeby z nią wejść ).
Gdy podała mu tabletkę i szklankę wody,spojrzał na nią z wdzięcznością i od razu połknął lek. Ona też wzięła lekarstwo.
-Idziemy.
- Spokojnie. Mamy trochę czasu... -zamruczał.
-Chodź,przecież McGonagall tu idzie !
Spojrzała na niego,oburzona,wyszeptując po drodze"Ty masz zniszczoną reputację u niej,ale ja nie mogę sobie, na to pozwolić".
Remus doprowadził pokój do stanu używalności i zaczął budzić Gryfonów. Poszli pomóc mu.
- Jak Meadowes się budzi?
- Ją budzimy zawsze dziesięć minut przed czasem,bo nie wstanie, inaczej. Chyba,że McGonagall... Ja spróbuję - rzekła,uśmiechając się chytrze.
- Dor,słońce!
- Lilka? Daj Ty mi spokój,kobieto.
- Ale Syriusz z McGonagall biorą ślub !
- CO? - Meadowes wyskoczyła z kanapy,powodując,że Syriusz padł na sofę,jak długi,a ona leżała na podłodze - Naprawdę? Kto jest druhną? Czemu ja nic o tym nie wiem?!
- McGonagall tu idzie !
Wystraszona Dorcas wzięła tabletkę i poszła dobudzać innych,z lekami w dłoni.
- SŁUCHAJCIE,MCGONAGALL TU IDZIE. WSZYSCY DO DORMITORIÓW,UDAWAĆ,ŻE ŚPICIE,LUB ZASNĄĆ. CZYTAĆ KSIĄŻKĘ,BYLE CO !
Parędziesiąt głów skierowało się do dormitoriów,jak stado słoni.
- Zdejmij zaklęcie wyciszające - szepnął Lunek.
- O. No tak- mruknął Rogaś.
***
- Uff. Luniek,dobrze,że zaglądnąłeś do tej mapy. Taki szlaban byśmy dostali,nie ma co.
Lily,Dorcas,Ann siedziały u Huncwotów. Minęło jakieś pół godziny,po przyjściu na zwiady profesorki. Wszystko obyło się spokojnie. Wszyscy byli w dormitorium,nie było ani śladu butelek,zapachów alkoholu.
- Ja już idę,do zobaczenia - powiedziała Lil,wychodząc.
- A ja pójdę na spacer - Rogacz poszedł za Rudą.
Gdy wyszli,była jakaś minuta ciszy.
Dor spojrzała na Blacka,a on skinął głową. Gestem dłoni,Syriusz zaprosił ich na swoje łóżko. Zwykle nie zapraszał tam na jakieś zebrania,ale dla Rogacza mógł zrobić wyjątek.
Jedyny wyjątek,który może zmienić mu życie.
Na lepsze,czy gorsze?
Usiedli,a szatynka zaczęła :
- Już szósty rok,Rogaś stara się o Lil. Z jakim skutkiem? Każdy wie,zna na pamięć. Wczoraj na imprezie,jeszcze świadomi...
- My też chcemy wam coś powiedzieć - powiedział Lunatyk.
- Chcemy zeswatać ich - powiedzieli na raz,nie owijając w bawełnę.
I wybuchli śmiechem.
***
Hej :*
Przepraszam Was,strasznie mało napisałam. Krótki odcinek czasu minął :\
Bez bicia mówię,że jestem mega niezadowolona z tego rozdziału.
Przepraszam, za jakiekolwiek błędy,piszę to ledwo przytomna
To mieszanie,które mam zamiar zrobić... Nie obmyśliłam nic,cały czas szkoła ;__;.
Cały czas mam poprawki,kartkówki. Nawet najlepsza pani od angielskiego nam ustala termin kartkówki.
Zmieniłam szablon,bez większego problemu :) Dopasowuję piosenki i cały czas szukam tych nieznalezionych,choć parę jest.
Dziś miałam występ na koncert charytatywny,jak zwykle nerwy.Lekcje ogarnęłam o 21 :(
Zmęczona, wysyłam buziaczki :*
niedziela, 12 stycznia 2014
2.W drodze do domu cz.2 Impreza i plan razy dwa.
Pik,pik,pik,pik !
Obudził ją budzik. Jak ona go nienawi... Jak ona go kochała ! W końcu! Dziś pojedzie,do domu,do Hogwartu ! Wstała,tryskając optymizmem,mimo brzydkiej pogody,która pasowała do września. Słyszała już czajnik,który gotował wodę,najprawdopodobniej na kawę i herbatę.
Wyłączyła budzik i poszła do łazienki. Weszła pod prysznic. Umyła się i wyszła z niego. Wyszorowała zęby,obmyła twarz wodą i zrobiła z włosów koka. Wyszła z łazienki,ubrana w zielony szlafrok.
Skierowała się do swojego pokoju. Stanęła przed szafą. Czemu nie mogła wczoraj naszykować ubrań?! Po 10 minutach wybrała białą podkoszulkę,szary,ciepły, sweter,zielone rurki i czarne trampki. Wyszła z pokoju,ciągnąc kufer,torbę i klatkę Nicole.
- Cześć ! - powiedziała,ustawiając bagaż z boku drzwi wejściowych.
- Cześć. Co jesz na śniadanie? Płatki,tosty, czy kanapki? - zapytała mama.
- Poproszę kanapki - siadła na krześle i uśmiechnęła się do niej,która postawiła przed nią kubek herbaty.
- O ! Dzień dobry ! -tata wparował do kuchni pocałował mamę w policzek. - Co na śniadanie?
- Tosty,kanapki albo płatki - odpowiedziała żona.
- Zjem tosty - uśmiechnął się do żony,która odwzajemniła gest,szykując śniadanie.
- To co? Jesteś gotowa,Lily?- powiedział tata. Zauważył przy drzwiach bagaż Lil.
- Czemu nie zostawiłaś mi zniesienia rzeczy? Przecież są ciężkie.
- Yyyy - powiedziała z pełną buzią. Gdy połknęła kanapkę, dodała - Nie były aż tak ciężkie.
- No, nie wiem - powiedział uśmiechnięty tata. - Dziękuję -zwrócił się do żony,Emmy,która położyła mu na stół śniadanie i kawę.
***
Podróż minęła spokojnie.
Petunia była nadąsana,jak zwykle,ale nawet, to nie zniszczyło humoru uczennicy magicznej szkoły. W końcu spotka się z przyjaciółkami, pogada z Huncwotami i ujrzy twarz Jamesa. Pamiętać to, co innego, niż znów spotkać spojrzenie tych oczu. Lily,uspokój się - warknęła w myślach. Nie zauważyła nawet,że już są na peronie.
- Pisz do nas ! Słuchaj się nauczycieli,nie rozrabiaj i stosuj się do zasad.
- Dobrze,mamo.
- Bądź tam grzeczna - uśmiechnął się tata.
- Tak jest ! - zaśmiała się.
Przytuliła rodziców. Petunia od razu wycofała się,nie chcąc mieć kontaktu z siostrą. Mimo, to,była już ucieszona. Przecież teraz będzie miała rodziców dla siebie ! Skończy się całe "Lily,skarbie " i " Dobranoc,słońce ".
Lily zaraz potem,zniknęła za ścianą.
***
Pierwsze,co zauważyła,to wielki,hałasujący tłum. Poszła w kierunku pociągu,kiedy usłyszała, pisk dziewczyn. Jej przyjaciółek : Ann i Dorcas.
- Lilka !
- Ann ! Dorcas ! Ale się za wami stęskniłam ! - Uścisnęły się wszystkie.
- My za tobą też !
Porozmawiały chwilę o wakacjach,o tym jak się stęskniły. Potem poszły szukać wagonu. Znalazł się dopiero,na końcu pociągu. Rozsiadły się i wrzuciły bagaże,na półkę. Od razu przebrały się w szaty.
- O ! Pociąg już jedzie ! W końcu ! Do Hogwartu - powiedziała radośnie Dorcas.
- Nareszcie! Tak się stęskniłam za naszym dormitorium - powiedziała równie uszczęśliwiona,Ann.
- Lily? - zapytały na raz,zdziwione, brakiem entuzjazmu przyjaciółki.
- Tak,ja też się cieszę. Ale Huncwoci... Nie słyszałam ich jeszcze dzisiaj...
- Och, Lily! Wiesz,ty wszędzie widzisz spisek - zaśmiały się wszystkie.
- O wilku mowa - usłyszały śmiechy i tupot. Najprawdopodobniej czterech par butów.
- Witam,najdroższe panie -Black przemówił i spojrzał na Dorcas,puścił jej oczko,na co wybuchła śmiechem - Czy chciałybyście spędzić resztę tej pięknej podróży, z najwspanialszymi,najpiękniejszymi...
- Black ! - krzyknęły naraz.
- ... Najlepszymi,panami Huncwotami?
Śmiali się, na cały pociąg. To w ich wagonie było najgłośniej. Rozmawiali o tym,jak szybko minęły te 5 lat w Hogwarcie,o Mcgonagall,o sentymencie za tym miejscem. Nawet Lily,rozmawiała z Jamesem,na początku niechętnie,ale później rozmawiali,jak przyjaciele. On zagadywał ją,uroczo na nią patrząc. Peter jadł słodycze,nie rozmawiając z nikim, Remus rozmawiał z Ann,a Black flirtował z Dorcas.
- Jak mi się nie chce - jęknął Remus - Za chwilę,spotkanie prefektów.
- Ugh ! Mam nadzieję,że nie będzie,jak w tamtym roku - powiedziała Lil,wychodząc z Remusem.
***
- Jak było? -zapytali,kiedy Lupin z Evans weszli do wagonu.
- Gorzej,niż w tamtym roku - powiedziała Lily,na co wszyscy wybuchli śmiechem.
- Czy.... Już widać Hogwart ! - powiedział Black.
Później było słychać tylko ich śmiechy i zniecierpliwienie.
- Dziś impreza !
Mimo odpowiedzialności Lil, ona także miała okazję na imprezę.
W końcu była w domu.
***
Po kolacji, Gryfoni poszli, do wieży. James od razu zaczął :
- Dziewczyny, idźcie powiedzieć innym o imprezie,okey? Gryfoni,Krukoni i Puchoni powinni wiedzieć o imprezie . Glizdek,leć z Luniem po jakieś żarcie,Niewidka jest w moim kufrze. Łapa,po piwo i coś mocniejszego - uśmiechnął się huncwocko - ja naszykuję muzę i ogarnę pokój.
Każdy chciał, jak najszybciej wykonać zadanie. Minęło pół godziny,a wszystko było prawie gotowe ( Nie było Syriusza zapewne nie mógł się zdecydować, co mocniejsze,co wybrać ).
- Rzuciłeś zaklęcie wyciszające? -zapytał Jamesa, Lupin,patrząc na imprezę z lekkim niepokojem.
- Cholera jasna ! - szepnął James,patrząc z przerażeniem w oczy przyjaciela. Zaraz potem wybuchł śmiechem - Jasne ! Ale dałeś się da..dałeś...nabraaać ! - nie mógł powstrzymać śmiechu.
- A weź,McGonagall przyjdzie i szlaban, miesięczny,gwarantowany -powiedział Lunatyk,odchodząc w stronę dormitorium,rozbawiony swoją... głupotą ? Czy nie pomyśleniem o zaradności Huncwota?
- Jest i picie ! - w drzwiach pojawił się Łapa, uśmiechnięty.
- No, Łapo,myślałem,że zabłądziłeś - powiedział Rogacz,kiedy odłożyli zapasy na stolik.
- Ja się nigdy nie gubię - powiedział Black - Czasem, po prostu mnie nie ma - dodał i zaśmiał się z Potterem.
***
Tymczasem u dziewczyn było wielkie zamieszanie. W co się ubrać? - to główny powód zamieszania.
Gdy one miały problem, ich sówki : Nicole,Adele i Mick latały po pokoju,gruchając radośnie. Uciekały,gdy inny przyjaciel był koło nich. Wyglądało to , jak zabawa w berka.
-One, to nigdy nie mają problemów -jęknęła Ann.
Wyszły z pokoju po 20 minutach.
*Lily ubrana była w szary,połyskujący sweterek,na którym był srebrny naszyjnik i na dłoni bransoletka. Dobrała do nich kremowe rurki i łososiowe baleriny. Włosy rozpuściła i dzięki zaklęciu lekko pofalowała.Musiało się przyznać,że naprawdę ślicznie wyglądała.
Dorcas postanowiła być " gwiazdą " imprezy. Włożyła błyszczącą,koronkową u góry sukienkę z rozkloszowanym dołem.Świecące bolerko ze złotą bransoletką i butami w kolorze kremowym robiły wrażenie.
Ann włożyła czarną sukienkę z koronkową górą,jak u Dor. Biało - czarne baleriny i perły ze złotą zawieszką pasowały do jej stroju.
Zeszły ze schodów,podczas,kiedy impreza już trwała.
Podeszły do chłopaków,którzy nie mogli się napatrzeć na nie. James na Lily,Łapa na Dorcas,a Remus na Ann.
- Ślicznie wyglądacie - powiedział James,patrząc głównie na Lil,która spłonęła lekkim rumieńcem.
- Zgadzam się - powiedział Syriusz,porywając Dorcas od razu na parkiet,która zaśmiała się,puszczając oko Lily. W końcu od czego jest impreza? Oczywiście,że od tańczenia, również od picia.
Remus z Ann gdzieś wyparowali. Pewno Lunatyk wziął przykład z Blacka,zapraszając ją do tańca.
-Może piwa,Lily?
- A poproszę - odpowiedziała z uśmiechem.
On też się uśmiechnął. Wiedział,że ma niepowtarzalną okazję,żeby zbliżyć się do niej. Tak bardzo pragnął jej ciepła. Cieszył się,kiedy ona była szczęśliwa. Nienawidził siebie,kiedy przez niego płakała,kiedy w ogóle płakała. Miał ochotę zabić każdego,kto ją skrzywdził. Zwłaszcza Snape'a.
Mimo,że go raniła,mimo bólu nie mógł zapomnieć o niej.
Jego serce nie mogło zapomnieć o tych pięknych,głębokich i zielonych oczach, o tych rudych włosach, o jej twarzy.
Za bardzo ją kochał.
Zdecydowanie.
Usiedli na kanapie,popijając piwo od czasu do czasu. Później przenieśli się na Ognistą Whisky.
Rozmawiali o wszystkim i o niczym. Quidditch,wakacje,wspomnienia. Lily opowiadała mu o jej siostrze, Petunii, o jej chłopaku,beznadziejnym mugolu. Rogacz zaś opowiadał o jego rodzinie i o Blacku. Mieli dużo tematów do rozmów.
- Zatańczysz?
Gdy kiwnęła głową, porwał ją z kanapy i zabrał na parkiet. Każdy był po przynajmniej jednym piwie,więc nie zwrócił na nich uwagi. Nawet dziewczyny z fanclubu Jamesa,zamiast pilnować "wybranka " były bardzo upite i chichrały się po kątach. Dopiero teraz zauważył,że 3,2 i 1 klasy nie ma. Pewno Remus ich wygonił. Dziękował mu, za to w myślach.
Przetańczyli parę piosenek. Lilka była w niego wtulona,on obejmował ją.
Był szczęśliwy. W ramionach trzymał swoją ukochaną. Czuł,jej ciepło.Czuł,jak biło jej serce. Szybciej niż zwykle,ale spokojnie,jakby czuła się bezpieczna. Przytulił ją mocniej. Tak bardzo za nią tęsknił. Przez całe wakacje śnił o niej. Nie było dnia,żeby w myślach nie wspomnieć o jej twarzy,o jej uśmiechu. Przez **Herlosa,wysyłał jej listy na dobranoc,nie wiedząc,że zasypiała z nimi w dłoni. Wysyłał go,żeby budził ją z liścikiem od niego. Codziennie pisał,dwa , trzy razy dziennie. Ona też wysyłała mu listy na "dobranoc " i na "dzień dobry". Gdy dostawał od niej listy,cieszył się , jak dziecko,które dostało upragniony rower.
Och,gdyby ta chwila trwała wiecznie...
- Możemy odpocząć? - spytała Ruda,zmęczona dniem. I wrażeniami.
- Jasne.
Prowadził ją,przytulając,żeby przypadkiem się nie przewróciła. Wszędzie były butelki. Usiadł na fotel i wziął ją na kolana. Lily, przytuliła go,głowę oparła o ramię. Uśmiechnęła się,podziękowała za taniec i życzyła dobrej nocy. Po chwili zasnęła w jego objęciach. On wytrzymał dłużej, głaszcząc ją po włosach,wdychając zapach jej perfum. Pocałował ją krótko w usta,właściwie je musnął,żeby się nie zbudziła,żeby nie wzbudzić podejrzeń innych. Niepotrzebnie,bo każdy był zajęty sobą,piwem,towarzystwem i imprezą.
Zaraz potem,szczęśliwy,zasnął razem z nią.
***
Tymczasem u Dor i Syriusza
Przetańczyli parę piosenek,rozmawiając. Postanowili pójść się napić. Zwykłych ( czyli Whisky, według Syriusza ) napojów nie było,więc wzięli Kremowe piwo. Usiedli na jednej z kanap,rozmawiali i pili. Nagle tor rozmów spadł na miłość Rogacza i Lilki.
- Słuchaj,mam pytanie. Wiesz,że Rogacz stara się o Rudą,od pierwszej klasy.
- No wiem. Sama jestem tego świadkiem.
- Ja też jestem w tym świadkiem. Powiedz mi, dlaczego ona go odrzuca? Gdybyś wiedziała... On mi się zwierzał. Jest naprawdę zakochany i ją kocha. Wiesz też,że mieszkam z nim - spojrzał na nią - On śni o niej,pisał listy rano,w południe i na wieczór.
- To prawda ?
- Najszczersza. Śpimy w jednym pokoju,jak w Hogwarcie,tyle że bez Lunia i Glizdka. Usłyszałem,jak przez sen wymawia jej imię. Każdej nocy.
- Ja.... ja nie wiem, co powiedzieć.
- Wtedy,w piątej klasie,kiedy Smark ją nazwał szlamą,on się wściekł nie na żarty. Znam go od 1 klasy. Nigdy się nie wkurzył tak bardzo...
- A on ją obronił.
- Tak. Kocham go,jak brata. Chciałbym mu pomóc. Teraz,gdy powiedziałem Ci o sytuacji Rogacza,opowiedz mi o Lilce.
- Jak, to zacząć... No wiesz, że Rogacz i Ty jesteście przystojni -zaśmiała się z Blackiem -
On się jej podoba,ale nie chce być lalką,zabawką,którą po tygodniu rzuci. W sumie, nie jest pewna,co do niego czuje. Ale coś na pewno czuje.
- Spróbujemy ich zeswatać?
- Nie chcę znać wściekłości Lilki,gdy się dowie. Ale wchodzę w to,raz się żyje.
Przybili sobie piątki,wznieśli toast i wypili.
Zasnęli potem przytuleni.
***
A u Ann i Remusa
- Uczniowie klas pierwszych,drugich i trzecich,proszę opuścić Pokój Wspólny.
Usłyszał jęki młodszych uczniów. Niektórzy poszli do dormitorium,ale większość została.
- Jeśli w ciągu trzech minut, nie opuścicie pokoju,każdy dostanie szlaban u pana woźnego,pana Filcha - zagroził,wiedząc,że nikt nie chciałby z nim spędzić szlaban.
Po chwili w pokoju były klasy czwarte,piąte,szóste i siódme.
- Wreszcie spokój - powiedziała Ann.
- Tak.
- Słuchaj,co James czuje do Lilki?
- Eh. Łapa wie więcej. Ale ja wiem,że on ją naprawdę kocha. A Lil? Kocha go?
- Czemu, to wszystko jest takie trudne...
- Co jest trudne?
- Ta odpowiedź. Ona nie wie, co do niego czuje. Wtedy,jak Snape'm się bawił,była wściekła. Ale, gdy nazwał ją... wiesz jak,ta przyjaźń prysła,niczym bańka mydlana. A Lilce chyba zaimponowało to , jak James się zachował,choć bała się o nich . I o Snape'a,jak i o Jamesa. W końcu Śmierciożercy są nieprzewidywalni. Sam - Wiesz- Kto uczy ich jakichś czarno magicznych zaklęć. Zresztą Snape podobno też "tworzy" je.
- My,Huncwoci,jesteśmy,jak bracia. Trudno mi patrzeć,jak on cierpi. Z powodu przyjaźni Snape'a i Lil jest chorobliwie zazdrosny,bo widzi,jak Snape patrzy na Rudą. Nie,jak przyjaciel,jakby chciał być kimś więcej...
- To co robimy?
- Swatamy.
Uścisnęli sobie dłonie.
I jedyni niepijani zasnęli.
***
Hej :)
Notka z dedykacją dla Alohomory Tej - Za skomentowanie i bycie moim pierwszym obserwatorem:*
Z dedykacją dla przyjaciółek :
Kingi :* Mojej małej,wrednej siostrzyczki :*
Gabi :* Małpy,która podawała mi pomysły :D
Klaudii jednej i drugiej :* Za pomoc i inspiracje :D
Wiktorii i Wiktorii :* Za wsparcie :D
Oli :* Za wcześniejsze omawianie strojów :D
Kaśki :* Za śmiechy i żarciki,które mnie rozbrajały :P
Co tam u Was?
U mnie era popraw do końca semestru :C
Mam już pół rozdziału,będę kończyć i spróbuję,jak najszybciej dodać,choć mam fragmenty do poprawy :)
Jak się Wam podoba rozdział?
Jeśli chodzi o to zbliżenie - nie,to nie jest to zaplanowane,wielkie zbliżenie ;D
Znalazłam parę fajnych szablonów,więc nie przestraszcie się,gdy zobaczycie jaki będzie tu bałagan :D
Buziaki dla każdej z Was, Klaudia :*
*http://stylistki.pl/impreza-393488/ Gdyby ktoś nie mógł wyobrazić sobie stylizacji. Sama robiłam,gdyby co :P
** - Herlos. Tak nazwałam sówkę Jamesa :)
Obudził ją budzik. Jak ona go nienawi... Jak ona go kochała ! W końcu! Dziś pojedzie,do domu,do Hogwartu ! Wstała,tryskając optymizmem,mimo brzydkiej pogody,która pasowała do września. Słyszała już czajnik,który gotował wodę,najprawdopodobniej na kawę i herbatę.
Wyłączyła budzik i poszła do łazienki. Weszła pod prysznic. Umyła się i wyszła z niego. Wyszorowała zęby,obmyła twarz wodą i zrobiła z włosów koka. Wyszła z łazienki,ubrana w zielony szlafrok.
Skierowała się do swojego pokoju. Stanęła przed szafą. Czemu nie mogła wczoraj naszykować ubrań?! Po 10 minutach wybrała białą podkoszulkę,szary,ciepły, sweter,zielone rurki i czarne trampki. Wyszła z pokoju,ciągnąc kufer,torbę i klatkę Nicole.
- Cześć ! - powiedziała,ustawiając bagaż z boku drzwi wejściowych.
- Cześć. Co jesz na śniadanie? Płatki,tosty, czy kanapki? - zapytała mama.
- Poproszę kanapki - siadła na krześle i uśmiechnęła się do niej,która postawiła przed nią kubek herbaty.
- O ! Dzień dobry ! -tata wparował do kuchni pocałował mamę w policzek. - Co na śniadanie?
- Tosty,kanapki albo płatki - odpowiedziała żona.
- Zjem tosty - uśmiechnął się do żony,która odwzajemniła gest,szykując śniadanie.
- To co? Jesteś gotowa,Lily?- powiedział tata. Zauważył przy drzwiach bagaż Lil.
- Czemu nie zostawiłaś mi zniesienia rzeczy? Przecież są ciężkie.
- Yyyy - powiedziała z pełną buzią. Gdy połknęła kanapkę, dodała - Nie były aż tak ciężkie.
- No, nie wiem - powiedział uśmiechnięty tata. - Dziękuję -zwrócił się do żony,Emmy,która położyła mu na stół śniadanie i kawę.
***
Podróż minęła spokojnie.
Petunia była nadąsana,jak zwykle,ale nawet, to nie zniszczyło humoru uczennicy magicznej szkoły. W końcu spotka się z przyjaciółkami, pogada z Huncwotami i ujrzy twarz Jamesa. Pamiętać to, co innego, niż znów spotkać spojrzenie tych oczu. Lily,uspokój się - warknęła w myślach. Nie zauważyła nawet,że już są na peronie.
- Pisz do nas ! Słuchaj się nauczycieli,nie rozrabiaj i stosuj się do zasad.
- Dobrze,mamo.
- Bądź tam grzeczna - uśmiechnął się tata.
- Tak jest ! - zaśmiała się.
Przytuliła rodziców. Petunia od razu wycofała się,nie chcąc mieć kontaktu z siostrą. Mimo, to,była już ucieszona. Przecież teraz będzie miała rodziców dla siebie ! Skończy się całe "Lily,skarbie " i " Dobranoc,słońce ".
Lily zaraz potem,zniknęła za ścianą.
***
Pierwsze,co zauważyła,to wielki,hałasujący tłum. Poszła w kierunku pociągu,kiedy usłyszała, pisk dziewczyn. Jej przyjaciółek : Ann i Dorcas.
- Lilka !
- Ann ! Dorcas ! Ale się za wami stęskniłam ! - Uścisnęły się wszystkie.
- My za tobą też !
Porozmawiały chwilę o wakacjach,o tym jak się stęskniły. Potem poszły szukać wagonu. Znalazł się dopiero,na końcu pociągu. Rozsiadły się i wrzuciły bagaże,na półkę. Od razu przebrały się w szaty.
- O ! Pociąg już jedzie ! W końcu ! Do Hogwartu - powiedziała radośnie Dorcas.
- Nareszcie! Tak się stęskniłam za naszym dormitorium - powiedziała równie uszczęśliwiona,Ann.
- Lily? - zapytały na raz,zdziwione, brakiem entuzjazmu przyjaciółki.
- Tak,ja też się cieszę. Ale Huncwoci... Nie słyszałam ich jeszcze dzisiaj...
- Och, Lily! Wiesz,ty wszędzie widzisz spisek - zaśmiały się wszystkie.
- O wilku mowa - usłyszały śmiechy i tupot. Najprawdopodobniej czterech par butów.
- Witam,najdroższe panie -Black przemówił i spojrzał na Dorcas,puścił jej oczko,na co wybuchła śmiechem - Czy chciałybyście spędzić resztę tej pięknej podróży, z najwspanialszymi,najpiękniejszymi...
- Black ! - krzyknęły naraz.
- ... Najlepszymi,panami Huncwotami?
Śmiali się, na cały pociąg. To w ich wagonie było najgłośniej. Rozmawiali o tym,jak szybko minęły te 5 lat w Hogwarcie,o Mcgonagall,o sentymencie za tym miejscem. Nawet Lily,rozmawiała z Jamesem,na początku niechętnie,ale później rozmawiali,jak przyjaciele. On zagadywał ją,uroczo na nią patrząc. Peter jadł słodycze,nie rozmawiając z nikim, Remus rozmawiał z Ann,a Black flirtował z Dorcas.
- Jak mi się nie chce - jęknął Remus - Za chwilę,spotkanie prefektów.
- Ugh ! Mam nadzieję,że nie będzie,jak w tamtym roku - powiedziała Lil,wychodząc z Remusem.
***
- Jak było? -zapytali,kiedy Lupin z Evans weszli do wagonu.
- Gorzej,niż w tamtym roku - powiedziała Lily,na co wszyscy wybuchli śmiechem.
- Czy.... Już widać Hogwart ! - powiedział Black.
Później było słychać tylko ich śmiechy i zniecierpliwienie.
- Dziś impreza !
Mimo odpowiedzialności Lil, ona także miała okazję na imprezę.
W końcu była w domu.
***
Po kolacji, Gryfoni poszli, do wieży. James od razu zaczął :
- Dziewczyny, idźcie powiedzieć innym o imprezie,okey? Gryfoni,Krukoni i Puchoni powinni wiedzieć o imprezie . Glizdek,leć z Luniem po jakieś żarcie,Niewidka jest w moim kufrze. Łapa,po piwo i coś mocniejszego - uśmiechnął się huncwocko - ja naszykuję muzę i ogarnę pokój.
Każdy chciał, jak najszybciej wykonać zadanie. Minęło pół godziny,a wszystko było prawie gotowe ( Nie było Syriusza zapewne nie mógł się zdecydować, co mocniejsze,co wybrać ).
- Rzuciłeś zaklęcie wyciszające? -zapytał Jamesa, Lupin,patrząc na imprezę z lekkim niepokojem.
- Cholera jasna ! - szepnął James,patrząc z przerażeniem w oczy przyjaciela. Zaraz potem wybuchł śmiechem - Jasne ! Ale dałeś się da..dałeś...nabraaać ! - nie mógł powstrzymać śmiechu.
- A weź,McGonagall przyjdzie i szlaban, miesięczny,gwarantowany -powiedział Lunatyk,odchodząc w stronę dormitorium,rozbawiony swoją... głupotą ? Czy nie pomyśleniem o zaradności Huncwota?
- Jest i picie ! - w drzwiach pojawił się Łapa, uśmiechnięty.
- No, Łapo,myślałem,że zabłądziłeś - powiedział Rogacz,kiedy odłożyli zapasy na stolik.
- Ja się nigdy nie gubię - powiedział Black - Czasem, po prostu mnie nie ma - dodał i zaśmiał się z Potterem.
***
Tymczasem u dziewczyn było wielkie zamieszanie. W co się ubrać? - to główny powód zamieszania.
Gdy one miały problem, ich sówki : Nicole,Adele i Mick latały po pokoju,gruchając radośnie. Uciekały,gdy inny przyjaciel był koło nich. Wyglądało to , jak zabawa w berka.
-One, to nigdy nie mają problemów -jęknęła Ann.
Wyszły z pokoju po 20 minutach.
*Lily ubrana była w szary,połyskujący sweterek,na którym był srebrny naszyjnik i na dłoni bransoletka. Dobrała do nich kremowe rurki i łososiowe baleriny. Włosy rozpuściła i dzięki zaklęciu lekko pofalowała.Musiało się przyznać,że naprawdę ślicznie wyglądała.
Dorcas postanowiła być " gwiazdą " imprezy. Włożyła błyszczącą,koronkową u góry sukienkę z rozkloszowanym dołem.Świecące bolerko ze złotą bransoletką i butami w kolorze kremowym robiły wrażenie.
Ann włożyła czarną sukienkę z koronkową górą,jak u Dor. Biało - czarne baleriny i perły ze złotą zawieszką pasowały do jej stroju.
Zeszły ze schodów,podczas,kiedy impreza już trwała.
Podeszły do chłopaków,którzy nie mogli się napatrzeć na nie. James na Lily,Łapa na Dorcas,a Remus na Ann.
- Ślicznie wyglądacie - powiedział James,patrząc głównie na Lil,która spłonęła lekkim rumieńcem.
- Zgadzam się - powiedział Syriusz,porywając Dorcas od razu na parkiet,która zaśmiała się,puszczając oko Lily. W końcu od czego jest impreza? Oczywiście,że od tańczenia, również od picia.
Remus z Ann gdzieś wyparowali. Pewno Lunatyk wziął przykład z Blacka,zapraszając ją do tańca.
-Może piwa,Lily?
- A poproszę - odpowiedziała z uśmiechem.
On też się uśmiechnął. Wiedział,że ma niepowtarzalną okazję,żeby zbliżyć się do niej. Tak bardzo pragnął jej ciepła. Cieszył się,kiedy ona była szczęśliwa. Nienawidził siebie,kiedy przez niego płakała,kiedy w ogóle płakała. Miał ochotę zabić każdego,kto ją skrzywdził. Zwłaszcza Snape'a.
Mimo,że go raniła,mimo bólu nie mógł zapomnieć o niej.
Jego serce nie mogło zapomnieć o tych pięknych,głębokich i zielonych oczach, o tych rudych włosach, o jej twarzy.
Za bardzo ją kochał.
Zdecydowanie.
Usiedli na kanapie,popijając piwo od czasu do czasu. Później przenieśli się na Ognistą Whisky.
Rozmawiali o wszystkim i o niczym. Quidditch,wakacje,wspomnienia. Lily opowiadała mu o jej siostrze, Petunii, o jej chłopaku,beznadziejnym mugolu. Rogacz zaś opowiadał o jego rodzinie i o Blacku. Mieli dużo tematów do rozmów.
- Zatańczysz?
Gdy kiwnęła głową, porwał ją z kanapy i zabrał na parkiet. Każdy był po przynajmniej jednym piwie,więc nie zwrócił na nich uwagi. Nawet dziewczyny z fanclubu Jamesa,zamiast pilnować "wybranka " były bardzo upite i chichrały się po kątach. Dopiero teraz zauważył,że 3,2 i 1 klasy nie ma. Pewno Remus ich wygonił. Dziękował mu, za to w myślach.
Przetańczyli parę piosenek. Lilka była w niego wtulona,on obejmował ją.
Był szczęśliwy. W ramionach trzymał swoją ukochaną. Czuł,jej ciepło.Czuł,jak biło jej serce. Szybciej niż zwykle,ale spokojnie,jakby czuła się bezpieczna. Przytulił ją mocniej. Tak bardzo za nią tęsknił. Przez całe wakacje śnił o niej. Nie było dnia,żeby w myślach nie wspomnieć o jej twarzy,o jej uśmiechu. Przez **Herlosa,wysyłał jej listy na dobranoc,nie wiedząc,że zasypiała z nimi w dłoni. Wysyłał go,żeby budził ją z liścikiem od niego. Codziennie pisał,dwa , trzy razy dziennie. Ona też wysyłała mu listy na "dobranoc " i na "dzień dobry". Gdy dostawał od niej listy,cieszył się , jak dziecko,które dostało upragniony rower.
Och,gdyby ta chwila trwała wiecznie...
- Możemy odpocząć? - spytała Ruda,zmęczona dniem. I wrażeniami.
- Jasne.
Prowadził ją,przytulając,żeby przypadkiem się nie przewróciła. Wszędzie były butelki. Usiadł na fotel i wziął ją na kolana. Lily, przytuliła go,głowę oparła o ramię. Uśmiechnęła się,podziękowała za taniec i życzyła dobrej nocy. Po chwili zasnęła w jego objęciach. On wytrzymał dłużej, głaszcząc ją po włosach,wdychając zapach jej perfum. Pocałował ją krótko w usta,właściwie je musnął,żeby się nie zbudziła,żeby nie wzbudzić podejrzeń innych. Niepotrzebnie,bo każdy był zajęty sobą,piwem,towarzystwem i imprezą.
Zaraz potem,szczęśliwy,zasnął razem z nią.
***
Tymczasem u Dor i Syriusza
Przetańczyli parę piosenek,rozmawiając. Postanowili pójść się napić. Zwykłych ( czyli Whisky, według Syriusza ) napojów nie było,więc wzięli Kremowe piwo. Usiedli na jednej z kanap,rozmawiali i pili. Nagle tor rozmów spadł na miłość Rogacza i Lilki.
- Słuchaj,mam pytanie. Wiesz,że Rogacz stara się o Rudą,od pierwszej klasy.
- No wiem. Sama jestem tego świadkiem.
- Ja też jestem w tym świadkiem. Powiedz mi, dlaczego ona go odrzuca? Gdybyś wiedziała... On mi się zwierzał. Jest naprawdę zakochany i ją kocha. Wiesz też,że mieszkam z nim - spojrzał na nią - On śni o niej,pisał listy rano,w południe i na wieczór.
- To prawda ?
- Najszczersza. Śpimy w jednym pokoju,jak w Hogwarcie,tyle że bez Lunia i Glizdka. Usłyszałem,jak przez sen wymawia jej imię. Każdej nocy.
- Ja.... ja nie wiem, co powiedzieć.
- Wtedy,w piątej klasie,kiedy Smark ją nazwał szlamą,on się wściekł nie na żarty. Znam go od 1 klasy. Nigdy się nie wkurzył tak bardzo...
- A on ją obronił.
- Tak. Kocham go,jak brata. Chciałbym mu pomóc. Teraz,gdy powiedziałem Ci o sytuacji Rogacza,opowiedz mi o Lilce.
- Jak, to zacząć... No wiesz, że Rogacz i Ty jesteście przystojni -zaśmiała się z Blackiem -
On się jej podoba,ale nie chce być lalką,zabawką,którą po tygodniu rzuci. W sumie, nie jest pewna,co do niego czuje. Ale coś na pewno czuje.
- Spróbujemy ich zeswatać?
- Nie chcę znać wściekłości Lilki,gdy się dowie. Ale wchodzę w to,raz się żyje.
Przybili sobie piątki,wznieśli toast i wypili.
Zasnęli potem przytuleni.
***
A u Ann i Remusa
- Uczniowie klas pierwszych,drugich i trzecich,proszę opuścić Pokój Wspólny.
Usłyszał jęki młodszych uczniów. Niektórzy poszli do dormitorium,ale większość została.
- Jeśli w ciągu trzech minut, nie opuścicie pokoju,każdy dostanie szlaban u pana woźnego,pana Filcha - zagroził,wiedząc,że nikt nie chciałby z nim spędzić szlaban.
Po chwili w pokoju były klasy czwarte,piąte,szóste i siódme.
- Wreszcie spokój - powiedziała Ann.
- Tak.
- Słuchaj,co James czuje do Lilki?
- Eh. Łapa wie więcej. Ale ja wiem,że on ją naprawdę kocha. A Lil? Kocha go?
- Czemu, to wszystko jest takie trudne...
- Co jest trudne?
- Ta odpowiedź. Ona nie wie, co do niego czuje. Wtedy,jak Snape'm się bawił,była wściekła. Ale, gdy nazwał ją... wiesz jak,ta przyjaźń prysła,niczym bańka mydlana. A Lilce chyba zaimponowało to , jak James się zachował,choć bała się o nich . I o Snape'a,jak i o Jamesa. W końcu Śmierciożercy są nieprzewidywalni. Sam - Wiesz- Kto uczy ich jakichś czarno magicznych zaklęć. Zresztą Snape podobno też "tworzy" je.
- My,Huncwoci,jesteśmy,jak bracia. Trudno mi patrzeć,jak on cierpi. Z powodu przyjaźni Snape'a i Lil jest chorobliwie zazdrosny,bo widzi,jak Snape patrzy na Rudą. Nie,jak przyjaciel,jakby chciał być kimś więcej...
- To co robimy?
- Swatamy.
Uścisnęli sobie dłonie.
I jedyni niepijani zasnęli.
***
Hej :)
Notka z dedykacją dla Alohomory Tej - Za skomentowanie i bycie moim pierwszym obserwatorem:*
Z dedykacją dla przyjaciółek :
Kingi :* Mojej małej,wrednej siostrzyczki :*
Gabi :* Małpy,która podawała mi pomysły :D
Klaudii jednej i drugiej :* Za pomoc i inspiracje :D
Wiktorii i Wiktorii :* Za wsparcie :D
Oli :* Za wcześniejsze omawianie strojów :D
Kaśki :* Za śmiechy i żarciki,które mnie rozbrajały :P
Co tam u Was?
U mnie era popraw do końca semestru :C
Mam już pół rozdziału,będę kończyć i spróbuję,jak najszybciej dodać,choć mam fragmenty do poprawy :)
Jak się Wam podoba rozdział?
Jeśli chodzi o to zbliżenie - nie,to nie jest to zaplanowane,wielkie zbliżenie ;D
Znalazłam parę fajnych szablonów,więc nie przestraszcie się,gdy zobaczycie jaki będzie tu bałagan :D
Buziaki dla każdej z Was, Klaudia :*
*http://stylistki.pl/impreza-393488/ Gdyby ktoś nie mógł wyobrazić sobie stylizacji. Sama robiłam,gdyby co :P
** - Herlos. Tak nazwałam sówkę Jamesa :)
niedziela, 5 stycznia 2014
1. W drodze do domu
Nikt nie lubi końca wakacji. Powód jest dość jasny : szkoła ! Znowu dziesięć miesięcy męczarni. Prace domowe,referaty,jednym słowem nauka. Zasypianie po trzeciej, z powodu sprawdzianów. Mugole myślą,że każdy uczeń,jest nieszczęśliwy z powodu września. Lecz, to nieprawda. Uczniowie Magii i Czarodziejstwa Hogwart, są przeszczęśliwi ! Na całe dziesięć miesięcy, jadą do szkoły. Mimo nauki,kochają, to miejsce. Zwłaszcza,rudowłosa dziewczyna,leżała na łóżku,niecierpliwiąc się. Odliczała już godziny.
- Lily ! Chodź na kolację ! Po drodze zawołaj też Petunię i tatę -zawołała mama,z dołu
- Dobrze ! - odkrzyknęła Ruda,wstając z łóżka.
Wyszła ze swojego pokoju. Poszła na przeciwko zamkniętych, przed chwilą drzwi. Zdecydowała się,że najpierw pójdzie do taty,potem do Petunii. Zapukała i usłyszała ciche :
- Proszę.
Otworzyła drzwi i weszła.
Pokój był urządzony w kolorach brązu. Brązowe ściany,obwieszone były rodzinnymi fotografiami. Na prawo, od drzwi był duży regał, wypełniony książkami,tomami. Niedaleko była kanapa,na której siedział zaczytany tata Lily,pan George Evans. Był szatynem,o zielonych oczach,o odcieniu podobnym do odcieniu oczu Lily. Pracował, tak jak matka Lily i Petunii, jako nauczyciel matematyki,tyle że jego żona była polonistką. Dalej,przez okno,było widać zachwycający zachód Słońca. Na lewo stało biurko,zawalone papierami. Była też lampka i krzesło. Pokój był malutki,ale bardzo przytulny. I rodzinny.
- Tato,już kolacja.
- Już? Ale się zaczytałem... Bardzo dobra książka. Dobrze,już schodzę.
Uśmiechnęła się,a on odwzajemnił gest. Wyszła i poszła do pokoju Petunii.
Zatrzymała się przed drzwiami. I zapukała.
- Tuniu,już kolacja. Schodź - powiedziała.
-Dobra,dobra ! Idź już, Dziwolągu. Za chwilę, przyjdzie Vernon,więc spadaj.
Zamknęła drzwi.
Zapomniała o jego wizycie. Dlaczego się zwodziła? Zawsze myślała, że zakończą ten konflikt. I znowu ! Po co dawała sobie złudną nadzieję? Pamiętała,kiedy była młodsza. Siostra plotła jej warkocze i kłosy. Zaraz przypominała sobie o Severusie. Samo wspomnienie bolało. A kiedy widziała go w Hogwarcie! Pamiętała,jak nazwał ją... Ledwo wymawiała, to słowo. Tak, jej przyjaciel,jej Sev nazwał ją... nazwał ją szlamą. Serce jej pękło,na miliony kawałków. Miała w głowie,jego uśmiech,który był kpiarski,nieczuły i oziębły. Co z nim się stało? Kiedy trafił do Slytherinu,oddalili się od siebie.
A James? Obronił ją,niepotrzebnie. Jakby,chciał ochronić ją przed złem, tego świata. Nasuwało się jej pytanie : dlaczego, to zrobił? Może nienawidził śmierciożerców? Chronił mugolaków,jak jego ojciec,Charlus? Czy z... z miłości?! Lily,opamiętaj się - mówiła, w myślach - on chcę się mną pobawić,jak zabawką,jak lalką. Potem ją zostawić. Mieć ją w swojej kolekcji. Trzeba było,jednak przyznać,że miał piękne, czekoladowo-orzechowe oczy. Chętnie, by w nich utonęła. Były takie ciepłe... Lily !
Pełna różnych uczuć,zeszła na parter,na kolację.
Zagadnęła ją,wtedy mama :
- Lily,skarbie,pomożesz mi? Porozkładałabyś zastawę,a ja bym wszystko na stole,położyła.
- Oczywiście.
Jej mama uczyła w mugolskich szkołach języka polskiego. Była blondynką,o brązowych oczach. Petunia była taka sama,jak ona.
PUK,PUK !
- Petunio,to chyba Vernon,otwórz drzwi - krzyknął tata,z salonu,który był obok kuchni.
- Idę ! - podobizna pani domu,stanęła przed lustrem,poprawiała chwilę włosy i ubranie, po czym otworzyła drzwi,w których stał Vernon Dursley.
- Cześć, kochanie ! - krzyknęła Tunia,odbierając kwiaty i całując go w usta.
- Dobry wieczór,panie Dursley - powiedzieli rodzice,patrząc na zniesmaczoną Rudą,która bąknęła ciche : "Dobry wieczór".
Jedli dziś pieczone ziemniaki,udko kurczaka i surówkę. Wszyscy rozmawiali,poza Lily. Nie przepadała za wybrankiem siostry. Właściwie,to go nienawidziła. Nie wiedziała,dlaczego.Chcąc wydostać się,być z dala od siostry i jej chłopaka,wstała,wzięła talerze,pozmywała i ulotniła się,mówiąc " Pójdę się spakować".
Weszła do pokoju i zamknęła drzwi. Uff, w końcu. Wydostała się. Siadła na łóżku,zastanawiając się co robić. Kufer miała spakowany. Otworzyła klatkę, w której była Nicole. Nicole, to sówka Lily. Była piękna i dojrzała. Dokładnie znajdywała adresatów listu. Rozumiała Lily i dokładnie wykonywała polecenia. Dziewczyna pogłaskała ją,po główce.
- Nicole,już niedługo. Niedługo będziemy w domu. Znowu będziemy z przyjaciółmi : ja z Ann i Dorcas,a ty z Adele (sówką Ann ) i Mickiem,sówką Dorcas -włożyła ją do klatki,dając trochę karmy.
***
Nie mogła zasnąć. Myślała o przyjaciółkach, o Huncwotach,o magicznym świecie. Skupiła się na Jamesie. Mając w pamięci obraz jego twarzy,która nie zgasła,nie wyblakła*podczas wakacji,zasnęła,po trudnym dniu. ***
Hej ;)
Co tam u Was?
Jak podoba się Wam rozdział?
Mam pomysły na nowe rozdziały. No,oczywiście,też mam wenę ^ ^Zaciesz :3
Dziś grałam w The sims 3 i namieszałam w życiu biednych simów :C Oczywiście,namieszam i tu ^^ Bardzo,bardzo namieszam :D W następnych rozdziałach ( wybrany mam,ale dokładnie nie powiem :P ) James zbliży się do Lily ^-^ Kocham ich <333
I love Jily ! ♥
* Tekst z piosenki Dawida Kwiatkowskiego " Na zawsze " ♥
Ja się żegnam,całusy :**
- Lily ! Chodź na kolację ! Po drodze zawołaj też Petunię i tatę -zawołała mama,z dołu
- Dobrze ! - odkrzyknęła Ruda,wstając z łóżka.
Wyszła ze swojego pokoju. Poszła na przeciwko zamkniętych, przed chwilą drzwi. Zdecydowała się,że najpierw pójdzie do taty,potem do Petunii. Zapukała i usłyszała ciche :
- Proszę.
Otworzyła drzwi i weszła.
Pokój był urządzony w kolorach brązu. Brązowe ściany,obwieszone były rodzinnymi fotografiami. Na prawo, od drzwi był duży regał, wypełniony książkami,tomami. Niedaleko była kanapa,na której siedział zaczytany tata Lily,pan George Evans. Był szatynem,o zielonych oczach,o odcieniu podobnym do odcieniu oczu Lily. Pracował, tak jak matka Lily i Petunii, jako nauczyciel matematyki,tyle że jego żona była polonistką. Dalej,przez okno,było widać zachwycający zachód Słońca. Na lewo stało biurko,zawalone papierami. Była też lampka i krzesło. Pokój był malutki,ale bardzo przytulny. I rodzinny.
- Tato,już kolacja.
- Już? Ale się zaczytałem... Bardzo dobra książka. Dobrze,już schodzę.
Uśmiechnęła się,a on odwzajemnił gest. Wyszła i poszła do pokoju Petunii.
Zatrzymała się przed drzwiami. I zapukała.
- Tuniu,już kolacja. Schodź - powiedziała.
-Dobra,dobra ! Idź już, Dziwolągu. Za chwilę, przyjdzie Vernon,więc spadaj.
Zamknęła drzwi.
Zapomniała o jego wizycie. Dlaczego się zwodziła? Zawsze myślała, że zakończą ten konflikt. I znowu ! Po co dawała sobie złudną nadzieję? Pamiętała,kiedy była młodsza. Siostra plotła jej warkocze i kłosy. Zaraz przypominała sobie o Severusie. Samo wspomnienie bolało. A kiedy widziała go w Hogwarcie! Pamiętała,jak nazwał ją... Ledwo wymawiała, to słowo. Tak, jej przyjaciel,jej Sev nazwał ją... nazwał ją szlamą. Serce jej pękło,na miliony kawałków. Miała w głowie,jego uśmiech,który był kpiarski,nieczuły i oziębły. Co z nim się stało? Kiedy trafił do Slytherinu,oddalili się od siebie.
A James? Obronił ją,niepotrzebnie. Jakby,chciał ochronić ją przed złem, tego świata. Nasuwało się jej pytanie : dlaczego, to zrobił? Może nienawidził śmierciożerców? Chronił mugolaków,jak jego ojciec,Charlus? Czy z... z miłości?! Lily,opamiętaj się - mówiła, w myślach - on chcę się mną pobawić,jak zabawką,jak lalką. Potem ją zostawić. Mieć ją w swojej kolekcji. Trzeba było,jednak przyznać,że miał piękne, czekoladowo-orzechowe oczy. Chętnie, by w nich utonęła. Były takie ciepłe... Lily !
Pełna różnych uczuć,zeszła na parter,na kolację.
Zagadnęła ją,wtedy mama :
- Lily,skarbie,pomożesz mi? Porozkładałabyś zastawę,a ja bym wszystko na stole,położyła.
- Oczywiście.
Jej mama uczyła w mugolskich szkołach języka polskiego. Była blondynką,o brązowych oczach. Petunia była taka sama,jak ona.
PUK,PUK !
- Petunio,to chyba Vernon,otwórz drzwi - krzyknął tata,z salonu,który był obok kuchni.
- Idę ! - podobizna pani domu,stanęła przed lustrem,poprawiała chwilę włosy i ubranie, po czym otworzyła drzwi,w których stał Vernon Dursley.
- Cześć, kochanie ! - krzyknęła Tunia,odbierając kwiaty i całując go w usta.
- Dobry wieczór,panie Dursley - powiedzieli rodzice,patrząc na zniesmaczoną Rudą,która bąknęła ciche : "Dobry wieczór".
Jedli dziś pieczone ziemniaki,udko kurczaka i surówkę. Wszyscy rozmawiali,poza Lily. Nie przepadała za wybrankiem siostry. Właściwie,to go nienawidziła. Nie wiedziała,dlaczego.Chcąc wydostać się,być z dala od siostry i jej chłopaka,wstała,wzięła talerze,pozmywała i ulotniła się,mówiąc " Pójdę się spakować".
Weszła do pokoju i zamknęła drzwi. Uff, w końcu. Wydostała się. Siadła na łóżku,zastanawiając się co robić. Kufer miała spakowany. Otworzyła klatkę, w której była Nicole. Nicole, to sówka Lily. Była piękna i dojrzała. Dokładnie znajdywała adresatów listu. Rozumiała Lily i dokładnie wykonywała polecenia. Dziewczyna pogłaskała ją,po główce.
- Nicole,już niedługo. Niedługo będziemy w domu. Znowu będziemy z przyjaciółmi : ja z Ann i Dorcas,a ty z Adele (sówką Ann ) i Mickiem,sówką Dorcas -włożyła ją do klatki,dając trochę karmy.
***
Nie mogła zasnąć. Myślała o przyjaciółkach, o Huncwotach,o magicznym świecie. Skupiła się na Jamesie. Mając w pamięci obraz jego twarzy,która nie zgasła,nie wyblakła*podczas wakacji,zasnęła,po trudnym dniu. ***
Hej ;)
Co tam u Was?
Jak podoba się Wam rozdział?
Mam pomysły na nowe rozdziały. No,oczywiście,też mam wenę ^ ^Zaciesz :3
Dziś grałam w The sims 3 i namieszałam w życiu biednych simów :C Oczywiście,namieszam i tu ^^ Bardzo,bardzo namieszam :D W następnych rozdziałach ( wybrany mam,ale dokładnie nie powiem :P ) James zbliży się do Lily ^-^ Kocham ich <333
I love Jily ! ♥
* Tekst z piosenki Dawida Kwiatkowskiego " Na zawsze " ♥
Ja się żegnam,całusy :**
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)








